wtorek, 11 listopada 2025

 



NARODZINY SZPITALA

Wspomnienie

     Zapewne mało kto pamięta, że sędziszowski szpital – kolejny już w historii miasta -  stanął w miejscu aszkenazyjskiej synagogi, zburzonej w 1941 roku przez niemieckiego okupanta. Blisko połowa mieszkańców miasteczka przez stulecia zanosiła w niej modły do Jahwe o zdrowie i pomyślność być może wymadlając temu miejscu szczególną moc. Dowodów na to brak. Ale skoro je  wybrano w 1952 roku ruszając tam z budową  ośrodka zdrowia,  to może oczyszczony z gruzów  historyczny plac,  nadal miał transcendentnie służyć tym, co wojnę przeżyli? 


                          Plac pod budowę sędziszowskiego szpitala. Ruiny synagogi zburzonej w 1941 roku                                                                        przez Niemców. W tle widoczna wieża ratuszowa. Domena publiczna.

                                      

                     Nie pierwszy to lazaret  w historii miasta. Już w 1488 roku, dzięki mecenatowi Beaty z Tęczyńskich Odrowążowej, powstał szpital dla ubogich. Szpital ten w 1631 odnowił i rozbudował do 12 łóżek Mikołaj  Spytek Ligęza. Jednak  szwedzki potop i ogólne zwyrodnienie obyczajów zniweczyły na  długo te inicjatywy bo aż do końca lat 40-tych ubiegłego wieku.  Wtedy, w roku 1948 władze miasta podjęły decyzję o budowie ośrodka zdrowia  oraz łaźni miejskiej. Stali za nią autentyczni lokalni patrioci, Antoni Tobiasz – ówczesny Przewodniczący Miejskiej Rady Narodowej i Franciszek Brandys  - sekretarz Rady.  Inspirował ich lekarską wiedzą i „judymowskim” zaangażowaniem dr n. med. Tadeusz Lichowski  - kierownik jednoosobowej, trzyizbowej przychodni lekarskiej ulokowanej  wtedy w drewnianym budynku przy ulicy Piłsudskiego 1.

Z początkiem 1952 roku na uprzątniętym z gruzów placu ruszyły wykopy i  murowanie fundamentów. Początkowo  projekt budowlany obejmował nieco większy obszar niż obrys zburzonej synagogi. Dopiero po wznowieniu budowy w 1958 roku  i finansowej korekcie planów projektowany budynek posadowiono dokładnie na miejscu dawnej  bożnicy. Zbędne fundamenty zostały rozebrane, a pozyskane materiały   sprzedano mieszkańcom miasteczka.

                                                                             

                                                                           

                              Po prawej stronie fotografii widoczne nadmiarowe fundamenty przyszłej przychodni. Od lewej                             widoczny dom pp. Czocharów, dalej budynek rzeźni i dom pp. Wątróbskich. Domena publiczna.


                    PZYCHODNIA I PORODÓWKA

                             Przez kilka lat, gołymi  fundamentami przyszłego Ośrodka Zdrowia niepodzielnie rządzili chłopcy ze śródmieścia. Przewodził im – jak pamiętam - Jurek Ciura,  bez zgody którego inni chłopcy, tacy jak ja,  mieszkający „za mostem” nie mieli tam wstępu. Chyba,  że po zwycięskim „najeździe” na tę „warownię” kiedy zdobywcy  wspólnie ze zwyciężonymi uzgadniali rodzaj i termin rewanżu. Starcia te miały bezkrwawy charakter, przebiegały wg ustalonych reguł,  jeńcy byli przetrzymywali niedługo,  tak by zawsze zdążyć na kolację. Kiedy w 1958 roku, ku radości sędziszowian na powrót ruszyły roboty budowlane wśród ich nastoletniej, męskiej części rozległ się „jęk zawodu”. Trwał jednak krótko.

Cieszył się z tego wielce dr. Tadeusz Lichowski. Wspomina jego córka Krystyna cyt: „ na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ojciec miał nowy cel,  budowę przychodni rejonowej wraz z porodówką. Teraz w tym miejscu stoi szpital, ale początki wywalczył i wypracował mój ojciec. Wiem jak tym żył, ile się najeździł i nachodził. Pamiętam kiedy przyjeżdżałam do domu, zwykle wychodził po mnie na stację i w pierwszej kolejności prowadził na miejsce budowy przychodni. Jeżeli chcesz to najpierw Ci pokażę , ile się już zmieniło od ostatniego razu, bo potem będzie ciemno – mówił. To dla niego było takie ważne i tyle starań w to włożył. Kto dziś o tym pamięta? Pewnie nikt o tym nie wie, ile w tym ojca zasługi, że w Sędziszowie powstał szpital”.

Aż w 1962 roku nowy Ośrodek Zdrowia ruszył. Szefem został właśnie dr. Lichowski.  Miałem wtedy 18 lat. Kiedy stanąłem do poboru na wiosnę 1963 roku – jak pamiętam - doktor w obszernym, w pokrytym ołowiem fartuchu obsługiwał prymitywny aparat rentgenowski.  Urządzenie  to nie robiło zdjęć,  tylko lekarz w czasie ekspozycji oglądał na ekranie organa prześwietlanego pacjenta np. płuca.  To był diagnostyczny przełom. Dla lekarza było to jednak wyjątkowo niebezpieczne zajęcie. Ołowiany fartuch słabo chronił radiologa przed promieniowaniem. Tylko bardzo odważni i oddani pacjentom lekarze robili specjalizację z radiologii. Wielu z nich w późniejszym okresie zapadało na zdrowiu i nierzadko odchodziło umierając na raka.

                                                                                                                             

                                                                                    


                     
Przychodnia Rejonowa z Izbą Porodową w końcowej fazie budowy. Lata 1960/1961.  Domena publiczna.                                                                                                                   

 Na piętrze rodziło się sporo dzieci. Porodówką dowodziła twardą ręką pani Zofia Rosa, sędziszowianka z domu Wąsowska, dyplomowana położna. Izba cieszyła się  zasłużonym powodzeniem. Mieszkanki miasta i gminy nie wyobrażały już sobie porodów domowych. Higiena, antyseptyka  zwiększały bezpieczeństwo matek i nowo narodzonych dzieci.  Niestety w latach 70. XX wieku zaczęto stopniowo likwidować izby porodowe. Decyzja ta była częścią szerszej akcji centralizacji opieki medycznej i reformy systemu zdrowia. Głównym powodem likwidacji izb porodowych było dążenie do poprawy bezpieczeństwa matek i noworodków poprzez przeniesienie porodów do większych szpitali i oddziałów położniczych np. do Rzeszowa czy Dębicy, które dysponowały lepszym zapleczem technicznym, wykwalifikowanym personelem oraz możliwością natychmiastowej interwencji w razie komplikacji. W 1975 roku  zlikwidowano również sędziszowską placówkę.

             IDZIEMY PO SZPITAL

            Miastem rządził wówczas Józef Marć. Jak wspomina jego  z-ca Roman Krzystyniak - „był włodarzem zrównoważonym i dbającym o  sprawy społeczeństwa.  Z zawodu nauczyciel, posiadał umiejętność szerszego oglądu spraw miasta i wyboru optymalnych kierunków postępowania”  Krystyna Lichowska, starsza córka dr Lichowskiego pamięta jak jej ojciec „ gorąco namawiał naczelnika Marcia,  by po zlikwidowanej izbie porodowej  koniecznie, zdobył środki i zorganizował tak potrzebny chociażby zalążek szpitala. Aby szpital był wśród chorych”. Ta śmiała idea znalazła zrozumienie w społeczeństwie miasta, a także u jego władz. Trudno dzisiaj odtworzyć ścieżki przebiegu informacji, lobbingu, nacisków społecznych i politycznych oraz podejmowanych decyzji. W konsekwencji, w tyglu ścierających się opinii,  w  ramach funkcjonującej przychodni w Sędziszowie władze samorządowe sfinansowały i otwarły w miejsce izby porodowej pełnowymiarowy oddział chorób wewnętrznych. Jeszcze z nazwy  nie szpital, ale miejsce gdzie chorzy zamiast leżeć  w Rzeszowie lub  Dębicy  mogli leczyć się blisko swoich miejsc zamieszkania. Otwierając oddział szpitalny nie naruszono struktury organizacyjnej powiatowej służby zdrowia, poszerzono jedynie zakres usług istniejącej przychodni.  Pierwszym ordynatorem Oddziału został dr Józef Berłowski, od 1982 roku dr Aleksander Kaczmarski, a od 1986 roku dr n. med. Zbigniew Ziętek, który funkcję tę sprawuje do dzisiaj. Wygospodarowano miejsce na blisko 40 łóżek, własne laboratorium i własna kuchnię. Diagnozowane były ostre przypadki chorób płuc, jamy brzusznej i serca. Większość skutecznie leczono  na miejscu tylko najtrudniejsze przypadki kierowano do specjalistycznych szpitali Rzeszowa.  Na oddziale pracowało podówczas czterech lekarzy i całkiem pokaźne grono wykwalifikowanych, pielęgniarek  klinicznych.

Na początku 1976 roku „na oddziale” znalazł się mój śp. ojciec z diagnozą krakowskiej kliniki, nowotwór. Nie żył już dr Lichowski, który zmarł kilka miesięcy wcześniej. Opiekę nad ojcem przejął dr Józef  Berłowski. Warunki jakie przygotowano choremu na oddziale  były,  jak na owe czasy,  wzorcowe. Czysto, przestronnie i empatycznie. Niestety, ojciec znajdował się już w stanie terminalnym dlatego wkrótce wypisano go do domu. Jednak opieka dr Berłowskiego nad chorym trwała nadal. Częste wizyty domowe, opieka pielęgniarska nie ustały aż do jego odejścia. Szpital przybliżył się do chorego, niemalże wszedł do jego domu. Był częścią zdrowienia, a także umierania. Sądzę, że właśnie o to chodziło jego założycielom.

             BUDUJEMY!

     Jednak w oficjalnej nomenklaturze tak zorganizowany zespół usług medycznych, funkcjonował nadal jako Ośrodek Zdrowia. W świadomości społecznej zaś coraz bardziej utrwalał się obraz i nazwa „szpital”.  Bowiem waga i znaczenie tej działalności zdominowało pozostałe procedury medyczne świadczone w ośrodku - przychodni. W społeczeństwie narastało przekonanie, że miastu należy się „pełnowymiarowy” miejski, samorządowy szpital. To przeświadczenie w pełni podzielały władze miasta z młodym naczelnikiem na czele Romanem Krzystyniakiem i wspomagającym go przewodniczącym Rady Miasta Stefanem Kozakiem. Wspomina Roman Krzystyniak – Presja społeczna na rozbudowę Ośrodka Zdrowia, a co najważniejsze rozbudowę Oddziału Chorób Wewnętrznych była ogromna.  Nie ukrywam, że dzień i w nocy towarzyszyła mi wizja rozbudowanego szpitala z prawdziwego zdarzenia. Nie sięgałem wtedy wyobraźnią do tego, co mamy w mieście dzisiaj. Problem pieniędzy skutecznie te wyobraźnię korygował. Wspólnie ze Stefanem Kozakiem lobbowaliśmy za rozbudową wszędzie. Zdobywaliśmy przychylność środowiska lekarskiego z dr.  dr. Ziętkiem i Dziurzyńskim na czele. Kadry kierowniczej sędziszowskich firm, parafii i klasztoru, dyrektorów szkół … po prostu lobbowaliśmy totalnie. Powołaliśmy też  Radę Dyrektorów, która wspierała wcześniej powołany Społeczny Komitet Budowy Szpitala.  Działaniom tym pomogło wielce 500 - lecie uzyskania przez Sędziszów  praw miejskich obchodzone  w 1983 roku.  Na uroczystości jubileuszowe  przyjechał I sekretarz PZPR  Franciszek Karp, wojewoda rzeszowski  Henryk Ficek oraz inni przedstawiciele władz powiatowych i miejskich. Sprzedaliśmy im naszą ideę. Obiecaliśmy, że w czynie społecznym zdobędziemy pieniądze na projekt i zaawansujemy rozbudowę. I będziemy oczekiwać na finansowanie tej społecznej inicjatywy.

Kontynuuje wspominanie Stefan Kozak – „Po tych uroczystościach nacisk społeczny na rozpoczęcie prac jeszcze się wzmógł. Zwykli ludzie, instytucje i  firmy, a także  ks. Proboszcz Zygmunt  Król, ojciec Bonawentura Płonka, Gwardian klasztoru o.o. Kapucynów  wpłacili nawet znaczne kwoty na finansowanie rozbudowy. Nasze osobiste wizyty w prywatnych domach na terenie gminy uruchamiały pokłady hojności i odpowiedzialności obywatelskiej. Nierzadko wpłacano „wdowi grosz” tym bardziej cenny, że ofiarowywany przecież na cel społeczny. Ostatecznie uruchomiliśmy projektowanie rozbudowy.  A potem rozpoczęła się akcja, której nigdy nie zapomnę. Romanowi udało się pozyskać  jako  oficjalnego realizatora rozbudowy ośrodka zdrowia,   Miejskie Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej z Rzeszowa. Jednak wszystkie roboty począwszy od załatwiania materiałów, przez ich transport i rozładunek na budowie, prace ziemne i fundamentowe wykonywano społecznie, a koordynowała Gmina. To była jazda bez trzymanki, ale udało się. W roku 1988 mieliśmy stan surowy..

                                                                             


                                  Sędziszowski Szpital Samorządowy. Obecnie SZPITAL POWIATOWY. 

     SZPITAL UŻYCZONY

     Ale walka o szpital dopiero się zaczęła. Wystartowała sztafeta oddanych sprawie samorządowców. Na miejsce Romana Krzystyniaka zameldował się Józef Włodarski. W jego miejsce już w 1990 roku wszedł Wiesław Oleś. To na ich barkach spoczywał ciężar zdobywania i wygospodarowywania z budżetu miasta pieniędzy na kontynuację rozbudowy kompleksu szpitalnego. Uciekano się do wszelkich możliwych sposobów znalezienia finansowania rozpoczętego dzieła. Zachowała się korespondencja Józefa Włodarskiego z Kongresem Polonii Amerykańskiej  w sprawie finansowego i rzeczowego wsparcia budowy szpitala. Jak wspomina Michał Włodarski, syn Józefa, - wsparcie to było udzielane nawet po odejściu ojca z urzędu.   Ostatecznie wieloletni,  trudny I etap samorządowej rozbudowy zakończył się w 1998 roku. Decyzją władz miasta – aby zapewnić dalsze finansowanie kolejnych etapów budowy -  cały kompleks przychodni, szpitala i obiektów towarzyszących użyczono Zakładowi Opieki Zdrowotnej w Ropczycach. Rozpoczął  się II etap rozbudowy  Szpitala. Właściwie trwa do dzisiaj.