NARODZINY SZPITALA
Wspomnienie
Zapewne mało kto pamięta, że sędziszowski szpital – kolejny już w
historii miasta - stanął w miejscu
aszkenazyjskiej synagogi, zburzonej w 1941 roku przez niemieckiego okupanta. Blisko
połowa mieszkańców miasteczka przez stulecia zanosiła w niej modły do Jahwe o
zdrowie i pomyślność być może wymadlając temu miejscu szczególną moc. Dowodów
na to brak. Ale skoro je wybrano w 1952
roku ruszając tam z budową ośrodka
zdrowia, to może oczyszczony z gruzów historyczny plac, nadal miał transcendentnie służyć tym, co wojnę
przeżyli?
Plac pod budowę sędziszowskiego
szpitala. Ruiny synagogi zburzonej w 1941 roku przez Niemców. W tle widoczna wieża ratuszowa. Domena publiczna.
Nie pierwszy to lazaret w historii miasta. Już w 1488 roku, dzięki
mecenatowi Beaty z Tęczyńskich Odrowążowej, powstał szpital dla ubogich.
Szpital ten w 1631 odnowił i rozbudował do 12 łóżek Mikołaj Spytek Ligęza. Jednak szwedzki potop i ogólne zwyrodnienie obyczajów
zniweczyły na długo te inicjatywy bo aż
do końca lat 40-tych ubiegłego wieku. Wtedy,
w roku 1948 władze miasta podjęły decyzję o budowie ośrodka zdrowia oraz łaźni miejskiej. Stali za nią autentyczni
lokalni patrioci, Antoni Tobiasz – ówczesny Przewodniczący Miejskiej Rady
Narodowej i Franciszek Brandys -
sekretarz Rady. Inspirował ich lekarską
wiedzą i „judymowskim” zaangażowaniem dr n. med. Tadeusz Lichowski - kierownik jednoosobowej, trzyizbowej
przychodni lekarskiej ulokowanej wtedy w
drewnianym budynku przy ulicy Piłsudskiego 1.
Z początkiem 1952 roku na
uprzątniętym z gruzów placu ruszyły wykopy i
murowanie fundamentów. Początkowo projekt budowlany obejmował nieco większy
obszar niż obrys zburzonej synagogi. Dopiero po wznowieniu budowy w 1958
roku i finansowej korekcie planów projektowany
budynek posadowiono dokładnie na miejscu dawnej
bożnicy. Zbędne fundamenty zostały rozebrane, a pozyskane materiały sprzedano mieszkańcom miasteczka.
Po prawej
stronie fotografii widoczne nadmiarowe fundamenty przyszłej przychodni. Od lewej widoczny dom pp. Czocharów, dalej budynek rzeźni i dom pp. Wątróbskich. Domena publiczna.
PZYCHODNIA I PORODÓWKA
Przez kilka lat, gołymi fundamentami przyszłego Ośrodka Zdrowia niepodzielnie
rządzili chłopcy ze śródmieścia. Przewodził im – jak pamiętam - Jurek Ciura, bez zgody którego inni chłopcy, tacy jak ja, mieszkający „za mostem” nie mieli tam wstępu.
Chyba, że po zwycięskim „najeździe” na tę
„warownię” kiedy zdobywcy wspólnie ze
zwyciężonymi uzgadniali rodzaj i termin rewanżu. Starcia te miały bezkrwawy
charakter, przebiegały wg ustalonych reguł,
jeńcy byli przetrzymywali niedługo, tak by zawsze zdążyć na kolację. Kiedy w 1958
roku, ku radości sędziszowian na powrót ruszyły roboty budowlane wśród ich
nastoletniej, męskiej części rozległ się „jęk zawodu”. Trwał jednak krótko.
Cieszył się z tego wielce dr. Tadeusz
Lichowski. Wspomina jego córka Krystyna cyt: „ na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ojciec miał nowy
cel, budowę przychodni rejonowej wraz z
porodówką. Teraz w tym miejscu stoi szpital, ale początki wywalczył i
wypracował mój ojciec. Wiem jak tym żył, ile się najeździł i nachodził. Pamiętam
kiedy przyjeżdżałam do domu, zwykle wychodził po mnie na stację i w pierwszej
kolejności prowadził na miejsce budowy przychodni. Jeżeli chcesz to najpierw Ci
pokażę , ile się już zmieniło od ostatniego razu, bo potem będzie ciemno –
mówił. To dla niego było takie ważne i tyle starań w to włożył. Kto dziś o tym
pamięta? Pewnie nikt o tym nie wie, ile w tym ojca zasługi, że w Sędziszowie
powstał szpital”.
Aż w 1962 roku nowy Ośrodek Zdrowia
ruszył. Szefem został właśnie dr. Lichowski. Miałem wtedy 18 lat. Kiedy stanąłem do poboru
na wiosnę 1963 roku – jak pamiętam - doktor w obszernym, w pokrytym ołowiem
fartuchu obsługiwał prymitywny aparat rentgenowski. Urządzenie
to nie robiło zdjęć, tylko lekarz
w czasie ekspozycji oglądał na ekranie organa prześwietlanego pacjenta np.
płuca. To był diagnostyczny przełom. Dla
lekarza było to jednak wyjątkowo niebezpieczne zajęcie. Ołowiany fartuch słabo
chronił radiologa przed promieniowaniem. Tylko bardzo odważni i oddani
pacjentom lekarze robili specjalizację z radiologii. Wielu z nich w późniejszym
okresie zapadało na zdrowiu i nierzadko odchodziło umierając na raka.
Przychodnia
Rejonowa z Izbą Porodową w końcowej fazie budowy. Lata 1960/1961. Domena publiczna. Na piętrze rodziło się sporo
dzieci. Porodówką dowodziła twardą ręką pani Zofia Rosa, sędziszowianka z domu
Wąsowska, dyplomowana położna. Izba cieszyła się zasłużonym powodzeniem. Mieszkanki miasta i
gminy nie wyobrażały już sobie porodów domowych. Higiena, antyseptyka zwiększały bezpieczeństwo matek i nowo
narodzonych dzieci. Niestety w latach 70.
XX wieku zaczęto stopniowo likwidować izby porodowe. Decyzja ta była częścią szerszej akcji centralizacji opieki
medycznej i reformy systemu zdrowia. Głównym powodem
likwidacji izb porodowych było dążenie do poprawy bezpieczeństwa matek i
noworodków poprzez przeniesienie porodów do większych szpitali i oddziałów
położniczych np. do Rzeszowa czy Dębicy, które dysponowały lepszym zapleczem
technicznym, wykwalifikowanym personelem oraz możliwością natychmiastowej
interwencji w razie komplikacji. W 1975 roku zlikwidowano również sędziszowską placówkę.
IDZIEMY PO SZPITAL
Miastem rządził wówczas Józef Marć.
Jak wspomina jego z-ca Roman Krzystyniak
- „był włodarzem zrównoważonym i dbającym
o sprawy społeczeństwa. Z zawodu nauczyciel, posiadał umiejętność
szerszego oglądu spraw miasta i wyboru optymalnych kierunków postępowania” Krystyna Lichowska, starsza córka dr
Lichowskiego pamięta jak jej ojciec „
gorąco namawiał naczelnika Marcia, by po
zlikwidowanej izbie porodowej
koniecznie, zdobył środki i zorganizował tak potrzebny chociażby zalążek
szpitala. Aby szpital był wśród chorych”. Ta śmiała idea znalazła
zrozumienie w społeczeństwie miasta, a także u jego władz. Trudno dzisiaj
odtworzyć ścieżki przebiegu informacji, lobbingu, nacisków społecznych i
politycznych oraz podejmowanych decyzji. W konsekwencji, w tyglu ścierających
się opinii, w ramach funkcjonującej przychodni w
Sędziszowie władze samorządowe sfinansowały i otwarły w miejsce izby porodowej pełnowymiarowy
oddział chorób wewnętrznych. Jeszcze z nazwy
nie szpital, ale miejsce gdzie chorzy zamiast leżeć w Rzeszowie lub Dębicy
mogli leczyć się blisko swoich miejsc zamieszkania. Otwierając oddział
szpitalny nie naruszono struktury organizacyjnej powiatowej służby zdrowia,
poszerzono jedynie zakres usług istniejącej przychodni. Pierwszym ordynatorem Oddziału został dr Józef
Berłowski, od 1982 roku dr Aleksander Kaczmarski, a od 1986 roku dr n. med. Zbigniew
Ziętek, który funkcję tę sprawuje do dzisiaj. Wygospodarowano miejsce na blisko
40 łóżek, własne laboratorium i własna kuchnię. Diagnozowane były ostre
przypadki chorób płuc, jamy brzusznej i serca. Większość skutecznie
leczono na miejscu tylko najtrudniejsze
przypadki kierowano do specjalistycznych szpitali Rzeszowa. Na oddziale pracowało podówczas czterech
lekarzy i całkiem pokaźne grono wykwalifikowanych, pielęgniarek klinicznych.
Na początku 1976 roku „na
oddziale” znalazł się mój śp. ojciec z diagnozą krakowskiej kliniki, nowotwór.
Nie żył już dr Lichowski, który zmarł kilka miesięcy wcześniej. Opiekę nad
ojcem przejął dr Józef Berłowski. Warunki
jakie przygotowano choremu na oddziale
były, jak na owe czasy, wzorcowe. Czysto, przestronnie i empatycznie.
Niestety, ojciec znajdował się już w stanie terminalnym dlatego wkrótce wypisano
go do domu. Jednak opieka dr Berłowskiego nad chorym trwała nadal. Częste
wizyty domowe, opieka pielęgniarska nie ustały aż do jego odejścia. Szpital
przybliżył się do chorego, niemalże wszedł do jego domu. Był częścią zdrowienia,
a także umierania. Sądzę, że właśnie o to chodziło jego założycielom.
BUDUJEMY!
Jednak w oficjalnej
nomenklaturze tak zorganizowany zespół usług medycznych, funkcjonował nadal
jako Ośrodek Zdrowia. W świadomości społecznej zaś coraz bardziej utrwalał się
obraz i nazwa „szpital”. Bowiem waga i
znaczenie tej działalności zdominowało pozostałe procedury medyczne świadczone w
ośrodku - przychodni. W społeczeństwie narastało przekonanie, że miastu należy
się „pełnowymiarowy” miejski, samorządowy szpital. To przeświadczenie w pełni
podzielały władze miasta z młodym naczelnikiem na czele Romanem Krzystyniakiem
i wspomagającym go przewodniczącym Rady Miasta Stefanem Kozakiem. Wspomina
Roman Krzystyniak – Presja społeczna na
rozbudowę Ośrodka Zdrowia, a co najważniejsze rozbudowę Oddziału Chorób
Wewnętrznych była ogromna. Nie ukrywam,
że dzień i w nocy towarzyszyła mi wizja rozbudowanego szpitala z prawdziwego
zdarzenia. Nie sięgałem wtedy wyobraźnią do tego, co mamy w mieście dzisiaj. Problem
pieniędzy skutecznie te wyobraźnię korygował. Wspólnie ze Stefanem Kozakiem
lobbowaliśmy za rozbudową wszędzie. Zdobywaliśmy przychylność środowiska
lekarskiego z dr. dr. Ziętkiem i
Dziurzyńskim na czele. Kadry kierowniczej sędziszowskich firm, parafii i klasztoru,
dyrektorów szkół … po prostu lobbowaliśmy totalnie. Powołaliśmy też Radę Dyrektorów, która wspierała wcześniej
powołany Społeczny Komitet Budowy Szpitala.
Działaniom tym pomogło wielce 500 - lecie uzyskania przez Sędziszów praw miejskich obchodzone w 1983 roku. Na uroczystości jubileuszowe przyjechał I sekretarz PZPR Franciszek Karp, wojewoda rzeszowski Henryk Ficek oraz inni przedstawiciele władz
powiatowych i miejskich. Sprzedaliśmy im naszą ideę. Obiecaliśmy, że w czynie
społecznym zdobędziemy pieniądze na projekt i zaawansujemy rozbudowę. I
będziemy oczekiwać na finansowanie tej społecznej inicjatywy.
Kontynuuje wspominanie Stefan
Kozak – „Po tych uroczystościach nacisk
społeczny na rozpoczęcie prac jeszcze się wzmógł. Zwykli ludzie, instytucje i firmy, a także ks. Proboszcz Zygmunt Król, ojciec Bonawentura Płonka, Gwardian
klasztoru o.o. Kapucynów wpłacili nawet
znaczne kwoty na finansowanie rozbudowy. Nasze osobiste wizyty w prywatnych
domach na terenie gminy uruchamiały pokłady hojności i odpowiedzialności
obywatelskiej. Nierzadko wpłacano „wdowi grosz” tym bardziej cenny, że
ofiarowywany przecież na cel społeczny. Ostatecznie uruchomiliśmy projektowanie
rozbudowy. A potem rozpoczęła się akcja,
której nigdy nie zapomnę. Romanowi udało się pozyskać jako oficjalnego realizatora rozbudowy ośrodka
zdrowia, Miejskie Przedsiębiorstwo
Gospodarki Komunalnej z Rzeszowa. Jednak wszystkie roboty począwszy od
załatwiania materiałów, przez ich transport i rozładunek na budowie, prace
ziemne i fundamentowe wykonywano społecznie, a koordynowała Gmina. To była
jazda bez trzymanki, ale udało się. W roku 1988 mieliśmy stan surowy..

Sędziszowski Szpital Samorządowy. Obecnie SZPITAL POWIATOWY.
SZPITAL UŻYCZONY
Ale walka o szpital dopiero się zaczęła. Wystartowała sztafeta
oddanych sprawie samorządowców. Na miejsce Romana Krzystyniaka zameldował się
Józef Włodarski. W jego miejsce już w 1990 roku wszedł Wiesław Oleś. To na ich
barkach spoczywał ciężar zdobywania i wygospodarowywania z budżetu miasta
pieniędzy na kontynuację rozbudowy kompleksu szpitalnego. Uciekano się do
wszelkich możliwych sposobów znalezienia finansowania rozpoczętego dzieła.
Zachowała się korespondencja Józefa Włodarskiego z Kongresem Polonii
Amerykańskiej w sprawie finansowego i
rzeczowego wsparcia budowy szpitala. Jak wspomina Michał Włodarski, syn Józefa,
- wsparcie to było udzielane nawet po
odejściu ojca z urzędu. Ostatecznie wieloletni, trudny I etap samorządowej rozbudowy zakończył się w 1998
roku. Decyzją władz miasta – aby zapewnić dalsze finansowanie kolejnych etapów
budowy - cały kompleks przychodni,
szpitala i obiektów towarzyszących użyczono Zakładowi Opieki Zdrowotnej w
Ropczycach. Rozpoczął się II etap rozbudowy Szpitala. Właściwie trwa do dzisiaj.