WITKOWICE NASZ DOM
Na pograniczu Sędziszowa i Ropczyc w Witkowicach, u wylotu obsadzonej starodrzewiem alei jaśnieje klasycystyczny dwór, dawniej dom rodu Lubienieckich i Michałowskich, onegdaj Dembińskich, a dzisiaj Bokotów. Podniesiony przez tych ostatnich z peerelowskich zniszczeń, z pietyzmem odrestaurowany wiernie oddaje zamysł budowniczych z przełomu osiemnastego i dziewiętnastego wieku. Była nimi Fundacja Lubienieckich, mocodawca Jakuba Kubickiego, architekta króla Stanisława Augusta - projektanta dworu i budowniczego warszawskiego Belwederu.
Widok dworskiego założenia z lotu ptaka - po renowacji.
Rok 2005.
Przez ponad 200 lat dwór, potocznie nazywany pałacem i jego piękne wnętrza były świadkami codziennego życia wielkich polskich rodów. Dziecięcego gaworzenia, śpiewu młodych głosów, rozpalających umysły gorących dyskusji politycznych, dźwięków fortepianowej muzyki i gwaru karnawałowych balów, miłości i rozstań, a także zadumy nad starością i ciszą śmierci. Pielęgnowano w nich między innymi pamięć o Stanisławie Lubienieckim, astronomie, autorze przełomowego dzieła o kometach i skazanego na banicję arianina. Wspominano Jakuba Michałowskiego, sędziego trybunału lubelskiego, erudytę i bibliofila, wspominano insurekcję kościuszkowską z Józefem Michałowskim i powstanie listopadowe z Władysławem, a także podziwiano dzieła znakomitego malarza Piotra Michałowskiego. Na przełomie XIX i XX wieku cały zespół parkowo-pałacowy nabyli Dembińscy. O Henryku Dembińskim, profesorze prawa międzynarodowego i jego zasługach dla Polski walczącej z niemieckim okupantem pisaliśmy szeroko w REPORTERZE z 18 października 2025 roku. Okazją do wspominania była 125 rocznica jego urodzin.
Tuż po II wojnie dla dworu nastał czas smuty. Opuszczony przez Dembińskich, ograbiony przez Rosjan z cennych przedmiotów, w tym kolekcji obrazów Piotra Michałowskiego, na mocy dekretu o reformie rolnej stał się na krótko własnością Skarbu Państwa. Wydawało się, że podzieli los wielu innych ziemiańskich siedzib, ulegając stopniowej degradacji i zniszczeje ograbiony. Jednak tak się nie stało. Staraniem męża opatrznościowego Ropczyc ks. Jana Zwierza ówczesne władze przekazały cały zespół parkowo-pałacowy założonej przez niego, jeszcze za okupacji, Szkole Rolniczej.
Widok elewacji frontowej – przed renowacja.
Pierwsza połowa lat 90-tych XX wieku.
Przesiąknięte obecnością dawnych właścicieli mury pałacu, niestety z trudem i ze głębokim uszczerbkiem dla swoich wnętrz, znosiły internatowe zwyczaje i gwar zamieszkałej w nich uczniowskiej młodzieży – synów okolicznej ludności. Kiedy na ich głowy zaczęły spadać stropy, internat zlikwidowano, a opuszczony dwór zasiedlili bezdomni. Był to rok 1985. Rozpoczął się trwający dwanaście lat okres dramatycznego niszczenia pałacowej substancji. Jego kres nastąpił w roku 1997, kiedy to w wyniku konkursu ofert całe założenie dworskie przeszło w ręce rodziny Bokotów, przedsiębiorców z Dębicy inwestujących z zamiłowaniem w dzieła sztuki i restaurację zabytków. Bokotowie zwyciężyli deklarując pełną renowację dworskiego założenia oraz kontynuację jego mieszkalnego charakteru. Dwór po trwającej sześć lat gruntownej rewaloryzacji spełnił warunek konkursowy, postawiony nabywcom, stając się domem kolejnej, polskiej rodziny.
Widok elewacji frontowej po odbudowie i renowacji.
Rok 2005.
- „Od pewnego czasu spoglądałem z ciekawością
na tę nieruchomość. Firma, którą założyłem pod koniec lat osiemdziesiątych prosperowała znakomicie - wspomina Jacek Bokota – Podczas
rodzinnej, burzliwej narady postanowiliśmy podjąć starania o nabycie od
Skarbu Państwa zniszczonego witkowickiego zespołu pałacowo- parkowego, aby – na wyraźne
żądanie mojej żony Urszuli - przywrócić
mu dawną świetność. Nie zdawałem sobie wówczas sprawy, ile administracyjnej mitręgi będzie wymagało doprowadzenie do aktu kupna dworu i przyległości, między innymi do formalnej rezygnacji, rodziny Dembińskich z dochodzenia swoich praw.
I ile przeszkód różnej natury napotkamy
przy renowacji pałacu. Każdy zakup i każdy ruch kielnią nadzorował przez lata ówczesny
Wojewódzki Konserwator Zabytków Zbigniew Jucha. To dzięki niemu nie zboczyliśmy
z kursu, nie poszliśmy drogą na skróty, a efekt naszych wysiłków przerósł wszelkie
oczekiwania”
W sierpniu 2003 r. Gazeta Wyborcza przytacza wypowiedź Zbigniew Juchy :
„Pałac w Witkowicach jest równie cenny jak pałac w Łańcucie. To niesamowite, że
udało się go uratować i że wszystkie wnętrza wyglądają tak. jak przed dwustu laty”. Również Generalny Konserwator Zabytków oraz Stowarzyszenie Konserwatorów
Zabytków w konkursie na najlepszą rewaloryzację architektury mieszkalnej.
- spośród 300 (sic) obiektów zgłoszonych do konkursu - przyznało w roku 2004 rodzinie Bokotów pierwszą nagrodę za uratowanie w Witkowicach cyt: „klasycystycznej rezydencji przed całkowitą
ruiną i przywrócenie jej dawnej świetności”. Nagrodę
tę przypieczętował ówczesny Minister Kultury i Sztuki okolicznościowym dyplomem
i niewielką gratyfikacją pieniężną
- Kiedy 30 lat temu zobaczyłam po raz pierwszy ruiny witkowickiego pałacyku
ogarnęło mnie zwątpienie – wspomina Urszula Bokota, żona
Jacka – Okna zabite deskami, wnętrza zrujnowane, załamane sufity z pionowo
wiszącymi belkami stropowymi, zerwane parkiety, których resztki walały się
wokół wygasłych ognisk, okopcone ściany. Ale po uważnym rozejrzeniu się zaważyłam, że tu i ówdzie zachowały się elementy wystroju sztukatorskiego i malowideł
ściennych oraz założony na rzucie koła salon z czterema parami kolumn jońskich,
oprawiających cztery wgłębione wnęki. Salon, nakryty częściowo zachowaną,
bogato zdobioną kopułą i w znacznym stopniu zerwanymi parkietami robił jednak
wrażenie. Zrozumiałam, że możemy i musimy odrestaurować ten dwór i
przeznaczyć go nie na muzeum lub hotel, ale na siedzibę naszej rodziny, w
kolejności czwartej już w jego 200 - letniej
historii. W zamiarze tym umocnił mnie
mój mąż Jacek, zakochany we włoskiej
Florencji, w której niezwykła dbałość i
nieustanna restauracja zabytków stanowi o jej niepowtarzalnym pięknie i
wyjątkowości.
I tak oto rozpoczęła się batalia
małżeństwa Bokotów o przywrócenie do życia 200 – letniego zabytku z epoki po
Stanisławie Auguście, który wraz z całym
zespołem parkowo - pałacowym po sześciu
latach intensywnych działań ratunkowych
i konserwatorskich stał się ich nowym
domem. Rekonstrukcję rozpoczęli od naprawy dachów i wymiany stropów, naprawy
tynków i posadzek, przy okazji
odkrywając zatarte polichromie i resztki zniszczonych sztukaterii. Równocześnie
intensywnie poszukiwano w okolicy artefaktów,
rozkradzionych z pałacu, ale jednak
uratowanych przed zniszczeniem. Np. w lombardzie pod Pilznem odnaleziono jedno
z ośmiu luster zdobiących salon, a na zamku w Łańcucie także pewną ilość
oryginalnych parkietów salonu,
zdeponowanych tam przez konserwatora
zabytków. Również w czasie podróży zagranicznych do Paryża, Wiednia i Florencji
małżonkowie przeszukiwali znane w Europie targi staroci, by zdobyć jak najwięcej cennych mebli, dywany
oraz precjoza z epoki. W dziele tym skutecznie pomagali im
włoscy partnerzy biznesowi Jacka Bokoty, obdarowując go chociażby pięknym, okrągłym stołem, który zdobi dzisiaj westybul
dworu.
Westybul dworu – po restauracji
Stan obecny.
Fot: autor.
A tymczasem ekipy wytrawnych fachowców intensywnie restaurowały wnętrza pałacu.
Odtwarzały zniszczone, przepiękne sztukaterie, wykonane przed 200 laty przez mistrza
Fryderyka Baumanna, tego samego który
przyozdabiał łańcucki zamek. Prof. Tadeusz Chrzanowski, Rzeczoznawca Ministra
Kultury i Sztuki ds. rewaloryzacji zabytkowej architektury, w liście do Jacka Bokoty z 3 sierpnia 1998 roku
pisze, cyt: „ Sztukaterie w
Witkowicach należą do najbardziej udanych dzieł Baumanna”. Odtworzona z
pietyzmem kopuła salonu wypełniona coraz drobniejszymi ozdobnymi rozetami
przechodząc w gładki plafon z namalowanym na
nim widokiem letniego nieba zachwyca dzisiaj artystyczną wizją jego
twórcy, a także kunsztem odtwarzających ją współczesnych sztukatorów, którzy
ponad 18 miesięcy odtwarzali niezwykłej urody sztukaterie wewnątrz pałacu.
Zniszczony strop sali bankietowej.
Stan z 1998
Strop Sali bankietowej – obecnie.
- W trakcie odbudowy zabytkowych, obszernych piwnic natknęliśmy się na niespodziankę - mówi Jacek Bokota – Odkryliśmy mianowicie posadowiony pod nimi wysoki tunel o długości 400 metrów z wyjściem w granicy pałacowego założenia, tuż obok domu sióstr Mężyńskich tzw. Domku Królewskiego. Prawdopodobnie miał on ułatwić - w razie niebezpieczeństwa – niezauważoną przez napastników ucieczkę mieszkańców z pałacu. Odbudowę i restaurację dworu prowadziliśmy równocześnie z renowacją parku i dwóch parkowych stawów. - opowiada Jacek Bokota - Mój zachwyt budziły 400 – letnie dęby, których rozłożyste korony ocieniały spory kawałek fragment terenu już znacznie wcześniej zanim zbudowano pałac. Okres kiedy prowadziłem rozpędzoną rynkowo firmę, a równocześnie nadzorowałem logistycznie odbudowę i renowację całego pałacowego założenia był dla mnie czasem kreatywności i maksymalnej efektywności. Łącząc się dawały mi poczucie sprawstwa i głębokiego spełnienia. A partnerką była mi moja żona Urszula. Bez niej, bez jej żelaznej woli i artystycznego smaku dzieło, na które się porwaliśmy okazałoby się ponad moje siły.
Zabytkowy piec ozdobiony sztukaterią Baumanna.
Stan obecny.
Ratowanie i restauracja zabytków to bowiem
znacznie więcej niż ich wznoszenie od
fundamentów. To trud i wysiłek na jaki stać niewielu. W istocie jest to aktywny
i zarazem szlachetny dialog z historią, to inwestycja w tożsamość przyszłych
pokoleń. Potwierdziła tę prawdę rodzina Dembińskich podczas odwiedzin pałacu wpisem do księgi pamiątkowej, prowadzonej przez właścicieli dworu cyt: „To podróż
w przyszłość, a zarazem w przeszłość Serdecznie dziękujemy za olśniewającą
wizytę w Witkowicach, domu gdzie nasz ojciec, dziadek, kuzyn spędził dzieciństwo
i młodość. Brawo za tak wspaniałe oddanie tego co tylko znaliśmy ze słyszenia,
czyli przekazu ojca i rodziny.” Pod tą inskrypcją widnieją podpisy Ludwika, Anny, Marysi, Sophie, Gabriella
i Antoine Dembińskich. Ponadto na tej samej karcie Maria i
Andrzej Starowieyscy wyrazili uznanie państwu Bokotom wpisem „pełni
podziwu, gratulujemy osiągnięć w odnowieniu Witkowic”.
Ale Bokotowie czerpią satysfakcję nie
tylko z licznych dowodów uznania widniejących w księdze pamiątkowej. Są dumni z tego, że „starożytną” siedzibę
zacnych, polskich rodów niebywałym wysiłkiem i determinacją uratowali przed
unicestwieniem. Pamiętają każdą oczyszczoną cegłę, każdy mozolnie odtworzony
sztukateryjny detal, każdy wydobyty gdzieś ze szrotu zabytkowy mebel czy
przedmiot. Uważają, że w taki sposób uszanowali historię, która dzięki ich
pasji zyskała nowy rozdział.
Andrzej Antoni Skarbek
Stowarzyszenie Historyczne ODROWĄŻ
Styczeń 2026
Wszystkie fotografie
pochodzą z archiwum rodzinnego
Urszuli i Jacka Bokotów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz