sobota, 10 stycznia 2026

 

WITKOWICE NASZ DOM

Na pograniczu Sędziszowa i Ropczyc w Witkowicach, u wylotu obsadzonej  starodrzewiem alei   jaśnieje klasycystyczny dwór, dawniej dom rodu  Lubienieckich i  Michałowskich, onegdaj Dembińskich, a dzisiaj  Bokotów. Podniesiony przez tych ostatnich z peerelowskich  zniszczeń, z pietyzmem  odrestaurowany wiernie oddaje zamysł budowniczych z przełomu  osiemnastego i dziewiętnastego wieku.    Była nimi Fundacja Lubienieckich,  mocodawca Jakuba Kubickiego, architekta króla Stanisława Augusta - projektanta dworu i budowniczego warszawskiego Belwederu. 

                                                                                     

                                   Widok  dworskiego założenia z lotu ptaka - po renowacji.

                 Rok 2005.

                Przez ponad 200 lat dwór, potocznie nazywany pałacem i jego piękne wnętrza były świadkami codziennego  życia wielkich polskich rodów. Dziecięcego gaworzenia, śpiewu młodych głosów,  rozpalających umysły gorących dyskusji politycznych, dźwięków fortepianowej muzyki i gwaru karnawałowych balów, miłości i rozstań,  a także zadumy nad starością i ciszą śmierci. Pielęgnowano w nich między innymi pamięć o Stanisławie Lubienieckim, astronomie, autorze przełomowego dzieła o kometach i skazanego na banicję arianina. Wspominano Jakuba Michałowskiego, sędziego trybunału lubelskiego, erudytę i bibliofila, wspominano insurekcję kościuszkowską  z Józefem Michałowskim i powstanie listopadowe z Władysławem, a także podziwiano dzieła  znakomitego malarza Piotra Michałowskiego. Na przełomie XIX i XX wieku cały zespół parkowo-pałacowy nabyli Dembińscy. O Henryku  Dembińskim,  profesorze prawa międzynarodowego i jego zasługach dla Polski walczącej z niemieckim okupantem pisaliśmy szeroko  w REPORTERZE z 18 października 2025 roku. Okazją do wspominania była 125 rocznica jego urodzin.

Tuż po II wojnie dla dworu nastał czas  smuty. Opuszczony przez Dembińskich, ograbiony przez Rosjan z cennych przedmiotów, w tym kolekcji obrazów Piotra Michałowskiego,  na mocy dekretu o reformie rolnej stał się na krótko własnością Skarbu Państwa. Wydawało się, że podzieli los wielu innych ziemiańskich siedzib, ulegając stopniowej degradacji i zniszczeje  ograbiony.  Jednak tak się nie stało. Staraniem męża opatrznościowego Ropczyc ks. Jana Zwierza ówczesne władze przekazały cały zespół parkowo-pałacowy założonej przez niego, jeszcze za okupacji, Szkole Rolniczej.

                 

                                                                                                             

Widok elewacji frontowej – przed renowacja.

Pierwsza połowa lat 90-tych XX wieku.

 

 Przesiąknięte obecnością dawnych właścicieli mury pałacu, niestety z trudem i ze głębokim uszczerbkiem dla swoich wnętrz, znosiły internatowe zwyczaje i gwar zamieszkałej w nich uczniowskiej młodzieży – synów  okolicznej ludności. Kiedy na ich głowy zaczęły spadać stropy, internat zlikwidowano,   a opuszczony dwór zasiedlili bezdomni. Był to rok 1985. Rozpoczął się trwający dwanaście  lat  okres dramatycznego niszczenia  pałacowej substancji.  Jego kres nastąpił w roku 1997, kiedy to  w wyniku konkursu ofert całe założenie dworskie przeszło w ręce rodziny Bokotów,  przedsiębiorców z Dębicy inwestujących z zamiłowaniem w dzieła sztuki i restaurację zabytków. Bokotowie zwyciężyli deklarując pełną renowację dworskiego założenia oraz kontynuację jego  mieszkalnego charakteru.   Dwór po trwającej sześć lat gruntownej rewaloryzacji spełnił warunek konkursowy, postawiony nabywcom, stając się domem kolejnej, polskiej rodziny.

     

                                                 
            

            

               Widok elewacji frontowej po odbudowie i renowacji.

            Rok 2005.

 

 - „Od pewnego czasu spoglądałem z ciekawością na tę nieruchomość. Firma, którą założyłem pod koniec lat osiemdziesiątych  prosperowała znakomicie - wspomina Jacek Bokota – Podczas  rodzinnej, burzliwej narady postanowiliśmy podjąć starania o nabycie od Skarbu Państwa zniszczonego  witkowickiego  zespołu pałacowo- parkowego, aby – na wyraźne żądanie mojej żony Urszuli -  przywrócić mu dawną świetność. Nie zdawałem sobie wówczas sprawy,  ile administracyjnej mitręgi będzie wymagało  doprowadzenie do aktu kupna  dworu i przyległości,  między innymi do formalnej  rezygnacji,  rodziny Dembińskich z dochodzenia swoich praw.  I ile przeszkód różnej natury napotkamy przy renowacji pałacu. Każdy zakup i każdy ruch kielnią nadzorował przez lata ówczesny Wojewódzki Konserwator Zabytków Zbigniew Jucha. To dzięki niemu nie zboczyliśmy z kursu, nie poszliśmy drogą na skróty, a efekt naszych wysiłków przerósł wszelkie oczekiwania”  

 W sierpniu 2003 r. Gazeta Wyborcza  przytacza wypowiedź Zbigniew  Juchy : „Pałac w Witkowicach jest równie cenny jak pałac w Łańcucie. To niesamowite, że udało się go uratować i że wszystkie wnętrza wyglądają tak.  jak przed dwustu laty”. Również Generalny  Konserwator Zabytków oraz Stowarzyszenie  Konserwatorów  Zabytków w konkursie na najlepszą rewaloryzację architektury mieszkalnej. - spośród 300 (sic) obiektów zgłoszonych do konkursu - przyznało w roku 2004 rodzinie  Bokotów pierwszą nagrodę  za uratowanie w Witkowicach cyt: „klasycystycznej rezydencji przed całkowitą ruiną   i przywrócenie jej dawnej świetności”. Nagrodę tę przypieczętował ówczesny Minister Kultury i Sztuki okolicznościowym dyplomem i niewielką gratyfikacją pieniężną

- Kiedy 30 lat temu zobaczyłam po raz pierwszy ruiny witkowickiego pałacyku ogarnęło mnie zwątpienie – wspomina  Urszula Bokota, żona Jacka  Okna zabite deskami, wnętrza zrujnowane, załamane sufity z pionowo wiszącymi belkami stropowymi, zerwane parkiety, których resztki walały się wokół wygasłych ognisk, okopcone ściany. Ale po uważnym rozejrzeniu  się zaważyłam, że tu i ówdzie zachowały się   elementy wystroju sztukatorskiego i malowideł ściennych oraz założony na rzucie koła salon z czterema parami kolumn jońskich, oprawiających cztery wgłębione wnęki. Salon, nakryty częściowo zachowaną, bogato zdobioną kopułą i w znacznym stopniu zerwanymi parkietami robił jednak wrażenie. Zrozumiałam,  że  możemy i musimy odrestaurować ten dwór i przeznaczyć go nie na muzeum lub hotel, ale na siedzibę naszej rodziny, w kolejności  czwartej już w jego 200 - letniej historii. W zamiarze tym umocnił  mnie mój mąż Jacek,  zakochany we włoskiej Florencji, w której  niezwykła dbałość i nieustanna restauracja zabytków stanowi o jej niepowtarzalnym pięknie i wyjątkowości.

I tak oto rozpoczęła się batalia małżeństwa Bokotów o przywrócenie do życia 200 – letniego zabytku z epoki po Stanisławie Auguście,  który wraz z całym zespołem parkowo - pałacowym  po sześciu latach intensywnych działań  ratunkowych i konserwatorskich  stał się ich nowym domem. Rekonstrukcję rozpoczęli od naprawy dachów i wymiany stropów, naprawy tynków i posadzek,  przy okazji odkrywając zatarte polichromie i resztki zniszczonych sztukaterii. Równocześnie intensywnie poszukiwano w okolicy artefaktów,  rozkradzionych z pałacu, ale  jednak uratowanych przed zniszczeniem. Np. w lombardzie pod Pilznem odnaleziono jedno z ośmiu luster zdobiących salon, a na zamku w Łańcucie także pewną ilość oryginalnych parkietów  salonu, zdeponowanych tam  przez konserwatora zabytków. Również w czasie podróży zagranicznych do Paryża, Wiednia i Florencji małżonkowie przeszukiwali znane w Europie targi staroci,  by zdobyć jak najwięcej cennych mebli, dywany oraz  precjoza z  epoki. W dziele tym skutecznie pomagali im włoscy partnerzy biznesowi Jacka Bokoty, obdarowując go chociażby pięknym, okrągłym  stołem, który zdobi dzisiaj westybul dworu.   



                                                                        Westybul dworu – po restauracji

Stan obecny.

Fot: autor.

 

 A tymczasem ekipy wytrawnych fachowców  intensywnie restaurowały wnętrza pałacu. Odtwarzały zniszczone, przepiękne sztukaterie, wykonane przed 200 laty przez mistrza Fryderyka Baumanna,  tego samego który przyozdabiał łańcucki zamek. Prof. Tadeusz Chrzanowski, Rzeczoznawca Ministra Kultury i Sztuki ds. rewaloryzacji zabytkowej architektury,  w liście do Jacka Bokoty z 3 sierpnia  1998 roku pisze, cyt: „ Sztukaterie w Witkowicach należą do najbardziej udanych dzieł Baumanna”. Odtworzona z pietyzmem kopuła salonu wypełniona coraz drobniejszymi ozdobnymi rozetami przechodząc w gładki plafon z namalowanym na  nim widokiem letniego nieba zachwyca dzisiaj artystyczną wizją jego twórcy, a także kunsztem odtwarzających ją współczesnych sztukatorów, którzy ponad 18 miesięcy odtwarzali niezwykłej urody sztukaterie wewnątrz pałacu.


Zniszczony strop sali bankietowej.

Stan  z 1998


            

Strop Sali bankietowej – obecnie.
 

                    - W trakcie odbudowy zabytkowych, obszernych piwnic  natknęliśmy się na niespodziankę - mówi Jacek Bokota – Odkryliśmy mianowicie posadowiony  pod nimi wysoki  tunel o długości 400 metrów z wyjściem w granicy pałacowego założenia, tuż obok domu sióstr Mężyńskich tzw. Domku Królewskiego.   Prawdopodobnie miał on ułatwić  - w razie niebezpieczeństwa – niezauważoną przez napastników ucieczkę mieszkańców z pałacu.   Odbudowę i restaurację dworu  prowadziliśmy równocześnie z renowacją parku i dwóch parkowych stawów.  - opowiada Jacek Bokota - Mój zachwyt budziły 400 – letnie dęby, których rozłożyste korony ocieniały spory kawałek fragment terenu już znacznie wcześniej zanim zbudowano pałac. Okres kiedy prowadziłem rozpędzoną rynkowo firmę, a równocześnie nadzorowałem  logistycznie odbudowę i renowację całego pałacowego założenia był dla mnie czasem  kreatywności i maksymalnej efektywności. Łącząc się dawały mi poczucie sprawstwa i głębokiego spełnienia. A partnerką była mi moja żona Urszula. Bez niej, bez jej żelaznej woli i artystycznego smaku  dzieło,  na które się porwaliśmy okazałoby się ponad moje siły.

                                                                         
   

                                                        

                                                         Zabytkowy piec ozdobiony sztukaterią Baumanna.

Stan obecny.

 

Ratowanie i restauracja zabytków to bowiem znacznie więcej niż ich  wznoszenie od fundamentów. To trud i wysiłek na jaki stać niewielu. W istocie jest to aktywny i zarazem szlachetny dialog z historią, to inwestycja w tożsamość przyszłych pokoleń. Potwierdziła tę prawdę rodzina Dembińskich podczas odwiedzin  pałacu  wpisem do księgi  pamiątkowej,  prowadzonej przez właścicieli dworu cyt:  „To podróż w przyszłość, a zarazem w przeszłość Serdecznie dziękujemy za olśniewającą wizytę w Witkowicach, domu gdzie nasz ojciec, dziadek, kuzyn spędził dzieciństwo i młodość. Brawo za tak wspaniałe oddanie tego co tylko znaliśmy ze słyszenia, czyli przekazu ojca i rodziny.” Pod tą inskrypcją widnieją podpisy  Ludwika, Anny, Marysi, Sophie, Gabriella i  Antoine Dembińskich. Ponadto na tej samej karcie Maria i Andrzej Starowieyscy wyrazili uznanie państwu Bokotom wpisem  „pełni podziwu, gratulujemy osiągnięć w odnowieniu Witkowic”.

Ale Bokotowie czerpią satysfakcję nie tylko z licznych dowodów uznania widniejących w księdze pamiątkowej.  Są dumni z tego, że „starożytną” siedzibę zacnych, polskich rodów niebywałym wysiłkiem i determinacją uratowali przed unicestwieniem. Pamiętają każdą oczyszczoną cegłę, każdy mozolnie odtworzony sztukateryjny detal, każdy wydobyty gdzieś ze szrotu zabytkowy mebel czy przedmiot. Uważają, że w taki sposób uszanowali historię, która dzięki ich pasji zyskała nowy rozdział.

Andrzej Antoni Skarbek 

Stowarzyszenie Historyczne ODROWĄŻ

Styczeń 2026

 

 

 

Wszystkie fotografie

pochodzą z archiwum rodzinnego 

Urszuli i Jacka Bokotów.

Brak komentarzy: