KRES SĘDZISZOWSKIEJ MLECZARNI
Spółdzielnia
Mleczarska w Sędziszowie Małopolskim została
postawiona w stan likwidacji. Sąd Rejonowy w Rzeszowie XII Wydział Gospodarczy KRS
w lipcu br. - na wniosek zarządu Spółdzielni - zarejestrował ten fakt w rejestrze sądowym.
Przyczyną zakończenia
działalności - objaśnia dotychczasowy prezes Gustaw
Popławski - jest dramatyczny brak mleka w skupie. Na wsiach wokół Sędziszowa praktycznie
zaprzestano hodowli krów. A więc prowadzenie ”na stratach” lokalnej firmy mleczarskiej nie ma sensu. Proces „przejadania” jej majątku zatrzymaliśmy
tylko w interesie członków spółdzielni.
Po 100 latach nieprzerwanej działalności i 54 latach mojej w niej pracy przyszedł
czas, aby ją zamknąć. – ze smutkiem konstatuje Popławski. - Rada Spółdzielni
mnie powierzyła funkcję likwidatora.
Przewiduję, że proces zamknięcia ksiąg handlowych potrwa co najmniej 6 miesięcy. I dodaje - Wcześniej
należy zbyć jej majątek, wyprzedać zapasy, spłacić zobowiązania i na
koniec wygenerować nadwyżkę finansową,
która wypłacę członkom Spółdzielni w formie jak gdyby „dywidendy”. Zamierzam też
uczcić 100 - lecie Spółdzielni podczas zwołanego na 25 października 2025
r Walnego Zgromadzenia jej Członków,
Ogłoszę wtedy planowane wyniki likwidacji i przewidywaną wysokość
indywidualnych gratyfikacji członkowskich. A potem Sąd wykreśli Spółdzielnię z
KRS. Firma formalnie przestanie istnieć.
NADZWYCZAJNA
OSOBLIWOŚĆ
Nie ma w
Sędziszowie takiej firmy, która nieprzerwanie funkcjonowałaby okrągłe 100 lat.
Założono ją bowiem 25 października 1925
roku. To właśnie w tym dniu, z inicjatywy doktora praw Zygmunta Artura
Tałasiewicza, adwokata i właściciela ziemskiego z Sielca uchwalono na zebraniu
założycielskim statut spółki mleczarskiej, wpłacono na kapitał kwotę 1050 złotych
polskich oraz wyłoniono Przewodniczącego Rady Nadzorczej. Został nim inicjator
tego przedsięwzięcia Zygmunt Artur Tałasiewicz. W skład Rady weszli ponadto:
ziemianin z Iwierzyc Ludwik
Starowieyski, administrator dóbr hr. Tarnowskich Szczęsny Sandos, ich leśniczy
Karol Mugler, ks. Kanonik Stanisław Maciąg oraz sędziszowianie panowie
Florian Daniel i Jan Świder. Produkcja ruszyła natychmiast po
rejestracji spółki. Wpierw w domu prywatnym Floriana Daniela na Przedmieściu, a
potem od 1937 r. w wybudowanym od podstaw zakładzie przetwórstwa mleka przy ul.
Polnej w Sędziszowie.
KIM
BYŁ ZYGMUNT ARTUR TAŁASIEWICZ?
Urodził się 10 września 1871 r w Ropczycach. Maturę zdał w Wadowicach,
a w 1895 ukończył prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jak na owe czasy
błyskawicznie się doktoryzował i już w 1896 uzyskał tytuł doktora praw tego
Uniwersytetu. Ten nietuzinkowy prawnik blisko 30 lat poświecił pracy
sędziowskiej. Zaczynając w Nowym Sączu, przez Tarnów, Krosno, Krościenko i
Strzyżów w 1923 roku, jako radca sądu apelacyjnego na własną prośbę przeszedł
na emeryturę i rozpoczął praktykę adwokacką w Rzeszowie. Jak pisze o nim Ryszard Remiszewski w
broszurce PIENIŃSKI EPIZOD ZYGMUNTA TAŁASIEWICZA „z natury prędki do pracy i pełen inicjatywy” gdziekolwiek by nie
był „ze swoim rzutkim i niespokojnym
charakterem staje się duszą towarzystwa”, jednocześnie jest twórcą prospołecznych projektów i
zaangażowanym organizatorem ich realizacji. Był urodzonym spółdzielcą. Zakładał
składnice Kółek Rolniczych w Strzyżowie i w Rzeszowie. Działał też w Radzie Miasta Rzeszowa, był zawsze gotowy do nowych wyzwań i niestrudzony
w dążeniu do celu. „Przed II wojną
światową Tałasiewiczowie posiadali w
Sielcu znaczny majątek ziemski. W 1945
roku dobra te zostały rozparcelowane, a z dworu wypędzono jego mieszkańców.
Pozostali bez domu i środków do życia. Z opresji wybawili ich ojcowie Kapucyni,
przeznaczając do ich dyspozycji 5 klasztornych cel. Po wyzwoleniu kontynuował - nie bez szykan ze strony nowych władz –
praktykę adwokacką, służąc spółdzielczości odzieranej powoli z samodzielności i
samostanowienie.
Zmarł 10 marca
1956 roku w Chorzowie, gdzie w roku 1945, po parcelacji jego sieleckich
dóbr i konfiskacie ich domu osiadły jego
córki Zofia i Julia. Został pochowany w rodzinnym grobie na cmentarzu
komunalnym w Sędziszowie Małopolskim. Tym samym Jego związek z parafią i miastem trwa nadal, a wraz z nim pamięć o
prospołecznym projekcie biznesowym pod firmą Spółdzielnia Mleczarska, któremu starczyło mocy aż na 100 lat!
KONTYNUACJA
WBREW PRZECIWNOŚCIOM
Bohaterowie tamtego aktu, członkowie -
założyciele sędziszowskiej Spółdzielni
dawno „odeszli z tego świata”. Ale ich synowie
i wnuki kontynuowały udział w firmie. Jedni,
jak syn sędziszowianina Jana Świdra, pan Józef Świder kierował nią w
latach 60-tych przez blisko 10 lat. Inni byli dostawcami mleka i beneficjentami
dywidend. Ale jak każde dobrze zaprojektowane przedsiębiorstwo po okresie prosperity,
w niezłej kondycji przetrwało wojnę i rozpoczęło powojenny okres zmagań o
istnienie. - W pierwszej połowie lat 50-tych, po kierowniku Paradowskim, kiedy centralne
zarządzanie spółdzielczością stało się faktem,
Spółdzielnia podupadła. Produkowano mało wspierając się narzuconą z góry
dystrybucją nawozów, narzędzi i maszyn
rolniczych. – wspomina Gustaw Popławski. - Dopiero wraz z ekipą Gierka powiał nowy, inwestycyjny wiatr. To
właśnie wtedy zatrudnił mnie w zakładzie dyr. Józef Świder .Był rok 1971.
Urodził 6 listopada 1945 roku na Przedmieściu. A więc rodowity sędziszowianin. Zadziorny, odważny, a zarazem pryncypialny absolwent Technikum Mleczarskiego w Rzeszowie, doświadczony praktyką fachowiec od przetwórstwa mleka i prowadzenia produkcji wyrobów mleczarskich. Ale też zręczny negocjator i jak Tałasiewicz: „prędki w działaniu i pełen inicjatywy” szef produkcji w mleczarniach Dębicy, Krosna i Sędziszowa. A potem od 1974 roku do dzisiaj prezes zarządu sędziszowskiej Spółdzielni Mleczarskiej. To za jego kadencji zakład zyskał na znaczeniu i renomie. Jak wspomina – z pomocą przychylnych mi centralnych organów spółdzielczości mleczarskiej rozpocząłem modernizację zakładu. W pierwszym rzędzie wybudowaliśmy własne ujęcie wody i nową kotłownię z dwoma wysokociśnieniowymi kotłami parowo – wodnymi, co umożliwiło produkcję kazeiny na poziomie 400 tys. ton rocznie, głównie na eksport do USA. Zyskaliśmy tym samym dostęp do dewiz i możliwość modernizacji parku maszynowego mleczarni. W dziele tym wspomagał mnie Stefan Ocytko mój zastępca ds. techniczno-produkcyjnych. Na jego wiedzę i lojalność zawsze mogłem liczyć. A mieli obaj co modernizować, bo po 37 latach użytkowania tylko talent i wiedza mleczarnianych mechaników zapewniały ciągłość produkcji. W krótkim czasie staraniem Popławskiego firma zainwestowała w nowoczesne masielnice, linię do produkcji kefirów, linię do konfekcjonowania mleka i śmietany oraz wydajne pakowaczki do masła, śmietany i twarogów. Uruchomiła produkcję atrakcyjnych rynkowo nowych gatunków serów. Zmiany te przyciągnęły do Spółdzielni nowych członków. W szczytowym okresie liczba dostawców przekraczała 2,5 tysiąca, a ilość skupowanego mleka to ponad 80 000 litrów dziennie. W zakładzie pracowało blisko 70 osób, z czego ponad połowa to kobiety.
Aż nagle 3
czerwca 2010 na miasto i okolice wraz z gigantycznym deszczem spadła powódź. Mleczarnia została
całkowicie zalana. Woda wdarła się wszędzie – relacjonuje
prezes Popławski - Najbardziej ucierpiały
kotłownia, magazyny kazeiny i
dojrzewalnia serów. Również woda zalała pozostałe pomieszczenia produkcyjne. Ponad
lustro wody wystawała jedynie rampa
rozładowcza. Byliśmy bezradni. Kiedy
woda opadła miejscami zalegało 60 cm mułu. Blisko miesiąc przywracaliśmy
ograniczone zdolności produkcyjne zakładu.
Jednak na nic się to zdało. Zanotowane straty bilansowe wyniosły ponad trzy
miliony złotych, nie licząc potężnych strat w majątku .Zalegaliśmy z zapłatą za
surowiec i materiały do produkcji. Dostawcy mleka odeszli do innych mleczarni.
Bank odmówił dalszego kredytowania Spółdzielni. W takiej
sytuacji jedynym wyjściem było zaprzestanie produkcji i sprzedaż części
zakładu. Tym sposobem Spółdzielnia uniknęła upadłości i spłaciła większą część
swoich zobowiązań. Po 85 latach działalności przestał istnieć zakład produkcyjny mleczarni.
Ale nadal
istniała firma – Spółdzielnia Mleczarska. Zarządczy talent Gustawa Popławskiego powiązał ją z dużymi sieciami
handlowymi. W pomieszczeniach, które
ocalały z powodzi, uruchomił niemalże
wirtualną hurtownię mleka i wyrobów mleczarskich. Większość operacji handlowych odbywała się w myśl
zasady producent - „loco”- sklep. Jednak
i ta forma działalności powoli traciła pozycję rynkową. Było coraz trudniej. Aż
przyszedł czas na zamknięcie firmy i w myśl prawa spółdzielczego, po
spieniężeniu majątku i zaspokojeniu wierzycieli, podzielenie się z członkami
spółdzielni, proporcjonalnie do posiadanych udziałów, tym co pozostanie po jej likwidacji. Oby było
tego jak najwięcej.
Andrzej
Antoni Skarbek
Stowarzyszenie Historyczne
ODROWĄŻ
Wrzesień
2025 r.
W tekście wykorzystano
archiwum autora, a także
broszurę PIENIŃSKI EPIZOD TAŁASIEWICZA
autorstwa Ryszarda Remiszewskiego z 1989 r.

