piątek, 5 września 2025

 

KRES SĘDZISZOWSKIEJ MLECZARNI

Spółdzielnia Mleczarska w Sędziszowie Małopolskim  została postawiona w stan likwidacji. Sąd Rejonowy w Rzeszowie XII Wydział Gospodarczy KRS w lipcu br.  -  na  wniosek zarządu Spółdzielni -  zarejestrował ten fakt w rejestrze sądowym.

Przyczyną zakończenia działalności -  objaśnia dotychczasowy prezes Gustaw Popławski  - jest dramatyczny brak mleka w skupie.  Na wsiach wokół Sędziszowa praktycznie zaprzestano hodowli krów.  A  więc prowadzenie ”na stratach”  lokalnej  firmy mleczarskiej nie ma sensu.  Proces „przejadania” jej majątku zatrzymaliśmy tylko w  interesie członków spółdzielni. Po 100 latach nieprzerwanej działalności i 54 latach mojej w niej pracy przyszedł czas, aby ją zamknąć. – ze smutkiem konstatuje Popławski.  - Rada Spółdzielni mnie powierzyła  funkcję likwidatora.  Przewiduję, że proces zamknięcia ksiąg handlowych potrwa  co najmniej 6 miesięcy.  I dodaje -  Wcześniej należy zbyć jej majątek, wyprzedać zapasy, spłacić zobowiązania i na koniec  wygenerować nadwyżkę finansową, która wypłacę członkom Spółdzielni w formie jak gdyby „dywidendy”. Zamierzam też  uczcić 100 -  lecie Spółdzielni  podczas zwołanego na 25 października 2025 r  Walnego Zgromadzenia jej Członków, Ogłoszę wtedy planowane wyniki likwidacji i przewidywaną wysokość indywidualnych gratyfikacji członkowskich. A potem Sąd wykreśli Spółdzielnię z KRS. Firma formalnie przestanie istnieć.

 

NADZWYCZAJNA OSOBLIWOŚĆ

Nie  ma w Sędziszowie takiej firmy, która nieprzerwanie funkcjonowałaby okrągłe 100 lat. Założono ją bowiem  25 października 1925 roku. To właśnie w tym dniu, z inicjatywy doktora praw Zygmunta Artura Tałasiewicza, adwokata i właściciela ziemskiego z Sielca uchwalono na zebraniu założycielskim statut spółki mleczarskiej,  wpłacono na kapitał kwotę 1050 złotych polskich oraz wyłoniono Przewodniczącego Rady Nadzorczej. Został nim inicjator tego przedsięwzięcia Zygmunt Artur Tałasiewicz. W skład Rady weszli ponadto: ziemianin z Iwierzyc  Ludwik Starowieyski, administrator dóbr hr. Tarnowskich Szczęsny Sandos, ich leśniczy Karol Mugler, ks. Kanonik Stanisław Maciąg oraz sędziszowianie panowie Florian  Daniel i Jan  Świder. Produkcja ruszyła natychmiast po rejestracji spółki. Wpierw w domu prywatnym Floriana Daniela na Przedmieściu, a potem od 1937 r. w wybudowanym od podstaw zakładzie przetwórstwa mleka przy ul. Polnej w Sędziszowie.


KIM BYŁ ZYGMUNT ARTUR TAŁASIEWICZ?

 


Urodził się 10 września 1871 r w Ropczycach. Maturę zdał w Wadowicach, a w 1895 ukończył prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jak na owe czasy błyskawicznie się doktoryzował i już w 1896 uzyskał tytuł doktora praw tego Uniwersytetu. Ten nietuzinkowy prawnik blisko 30 lat poświecił pracy sędziowskiej. Zaczynając w Nowym Sączu, przez Tarnów, Krosno, Krościenko i Strzyżów w 1923 roku, jako radca sądu apelacyjnego na własną prośbę przeszedł na emeryturę i rozpoczął praktykę adwokacką w Rzeszowie.  Jak pisze o nim Ryszard Remiszewski w broszurce PIENIŃSKI EPIZOD ZYGMUNTA TAŁASIEWICZA „z natury prędki do pracy i pełen inicjatywy” gdziekolwiek by nie był „ze swoim rzutkim i niespokojnym charakterem staje się duszą towarzystwa”, jednocześnie jest  twórcą prospołecznych projektów i zaangażowanym organizatorem ich realizacji. Był urodzonym spółdzielcą. Zakładał składnice Kółek Rolniczych w Strzyżowie i w Rzeszowie. Działał też  w Radzie Miasta Rzeszowa, był  zawsze gotowy do nowych wyzwań i niestrudzony w dążeniu do celu.  „Przed II wojną światową Tałasiewiczowie posiadali  w Sielcu  znaczny majątek ziemski. W 1945 roku dobra te zostały rozparcelowane, a z dworu wypędzono jego mieszkańców. Pozostali bez domu i środków do życia. Z opresji wybawili ich ojcowie Kapucyni, przeznaczając do ich dyspozycji 5 klasztornych cel. Po  wyzwoleniu kontynuował  - nie bez szykan ze strony nowych władz – praktykę adwokacką, służąc spółdzielczości odzieranej powoli z samodzielności i samostanowienie.

Zmarł  10 marca 1956 roku w Chorzowie, gdzie w roku 1945, po parcelacji jego sieleckich dóbr  i konfiskacie ich domu osiadły jego córki Zofia i Julia. Został pochowany w rodzinnym grobie na cmentarzu komunalnym w Sędziszowie Małopolskim. Tym samym Jego związek z parafią i  miastem trwa nadal, a wraz z nim pamięć o prospołecznym projekcie biznesowym pod firmą Spółdzielnia Mleczarska,  któremu starczyło mocy aż na 100 lat!

 

KONTYNUACJA WBREW PRZECIWNOŚCIOM

 

Bohaterowie tamtego aktu, członkowie - założyciele  sędziszowskiej Spółdzielni dawno „odeszli z tego świata”.  Ale ich synowie i wnuki kontynuowały udział w firmie. Jedni,  jak syn sędziszowianina Jana Świdra, pan Józef Świder kierował nią w latach 60-tych przez blisko 10 lat. Inni byli dostawcami mleka i beneficjentami dywidend. Ale jak każde dobrze zaprojektowane przedsiębiorstwo po okresie prosperity, w niezłej kondycji przetrwało wojnę i rozpoczęło powojenny okres zmagań o istnienie. - W pierwszej połowie lat 50-tych,  po  kierowniku Paradowskim, kiedy centralne zarządzanie spółdzielczością stało się faktem,  Spółdzielnia podupadła. Produkowano mało wspierając się narzuconą z góry dystrybucją nawozów, narzędzi i  maszyn rolniczych. – wspomina Gustaw Popławski. - Dopiero wraz z ekipą Gierka powiał nowy, inwestycyjny wiatr. To właśnie wtedy zatrudnił mnie w zakładzie dyr. Józef Świder .Był rok 1971.

 KIM JEST GUSTAW POPŁAWSKI?

 

   
         Urodził 6 listopada 1945 roku na Przedmieściu. A więc rodowity sędziszowianin. Zadziorny, odważny, a zarazem pryncypialny absolwent Technikum Mleczarskiego  w Rzeszowie, doświadczony praktyką fachowiec od przetwórstwa mleka i prowadzenia produkcji wyrobów mleczarskich.  Ale też zręczny negocjator i jak Tałasiewicz: „prędki w działaniu i pełen inicjatywy” szef produkcji w mleczarniach Dębicy, Krosna i Sędziszowa. A potem od 1974 roku do dzisiaj prezes zarządu sędziszowskiej Spółdzielni Mleczarskiej. To za jego kadencji zakład zyskał na znaczeniu i renomie. Jak wspomina – z  pomocą przychylnych mi centralnych organów spółdzielczości mleczarskiej rozpocząłem modernizację zakładu. W pierwszym rzędzie wybudowaliśmy własne ujęcie wody i nową kotłownię z dwoma wysokociśnieniowymi  kotłami parowo – wodnymi, co umożliwiło  produkcję kazeiny na poziomie 400 tys. ton rocznie, głównie na eksport do USA. Zyskaliśmy tym samym dostęp do dewiz i możliwość  modernizacji parku maszynowego mleczarni. W dziele tym wspomagał mnie Stefan Ocytko mój zastępca ds. techniczno-produkcyjnych. Na jego wiedzę i lojalność zawsze mogłem  liczyć.  A mieli obaj co modernizować, bo po 37 latach użytkowania tylko talent i wiedza mleczarnianych  mechaników zapewniały ciągłość produkcji. W krótkim czasie staraniem Popławskiego firma  zainwestowała w nowoczesne masielnice, linię do produkcji kefirów, linię do konfekcjonowania mleka i śmietany oraz  wydajne pakowaczki do masła, śmietany i twarogów. Uruchomiła produkcję atrakcyjnych rynkowo nowych gatunków  serów. Zmiany te przyciągnęły do Spółdzielni nowych członków. W szczytowym okresie liczba dostawców przekraczała 2,5 tysiąca, a ilość skupowanego mleka to ponad 80 000 litrów dziennie. W zakładzie pracowało blisko 70 osób, z czego ponad połowa to kobiety.    

nagle 3 czerwca 2010 na miasto i okolice wraz z gigantycznym deszczem spadła powódź. Mleczarnia została całkowicie zalana. Woda wdarła się wszędzie – relacjonuje prezes Popławski - Najbardziej ucierpiały kotłownia, magazyny kazeiny i dojrzewalnia serów. Również woda zalała pozostałe pomieszczenia produkcyjne. Ponad lustro wody wystawała  jedynie rampa rozładowcza. Byliśmy bezradni. Kiedy woda opadła miejscami zalegało 60 cm mułu. Blisko miesiąc przywracaliśmy ograniczone zdolności produkcyjne zakładu. Jednak na nic się to zdało. Zanotowane straty bilansowe wyniosły ponad trzy miliony złotych, nie licząc potężnych strat w majątku .Zalegaliśmy z zapłatą za surowiec i materiały do produkcji. Dostawcy mleka odeszli do innych mleczarni. Bank odmówił dalszego kredytowania Spółdzielni. W takiej sytuacji jedynym wyjściem było zaprzestanie produkcji i sprzedaż części zakładu. Tym sposobem Spółdzielnia uniknęła upadłości i spłaciła większą część swoich zobowiązań. Po 85 latach działalności  przestał istnieć zakład produkcyjny  mleczarni.  

Ale nadal istniała firma – Spółdzielnia Mleczarska. Zarządczy talent Gustawa  Popławskiego powiązał ją z dużymi sieciami handlowymi.  W pomieszczeniach, które ocalały z powodzi,  uruchomił niemalże wirtualną hurtownię mleka i wyrobów mleczarskich. Większość  operacji handlowych odbywała się w myśl zasady  producent - „loco”- sklep.   Jednak i ta forma działalności powoli traciła pozycję rynkową. Było coraz trudniej. Aż przyszedł czas na zamknięcie firmy i w myśl prawa spółdzielczego, po spieniężeniu majątku i zaspokojeniu wierzycieli, podzielenie się z członkami spółdzielni, proporcjonalnie do posiadanych udziałów,  tym co pozostanie po jej likwidacji. Oby było tego jak najwięcej.

 

Andrzej Antoni Skarbek

Stowarzyszenie Historyczne ODROWĄŻ

Wrzesień 2025 r.

W tekście wykorzystano

archiwum autora, a także

broszurę PIENIŃSKI EPIZOD TAŁASIEWICZA

autorstwa Ryszarda Remiszewskiego z 1989 r.  

 

 

 

Brak komentarzy: