Rabacja w Krzywej.
Jak dzierżawca Krzyżanowski w 1846 roku rozbroił
chłopów gorzałką.
Rabacja galicyjska z lutego i marca1846 roku nazywana
również rzezią galicyjską lub tarnowską to krwawe powstanie chłopskie o
antyszlacheckim charakterze. Kojarzy się z krwawymi obrazami z okolic Tarnowa,
Pilzna i Jasła. W pamięci zbiorowej utrwaliły się dramatyczne napady na dwory,
śmierć dziedziców i płonące folwarki. Jednak fala chłopskiego buntu nie
wszędzie przybierała postać przemocy. W okolicach Sędziszowa Małopolskiego
znalazła się wieś, w której rabację zatrzymano… beczką gorzałki. Była to Krzywa. To właśnie tutaj dzierżawca folwarku niejaki … Krzyżanowski
wykazał się inteligencja i sprytem i bez przemocy spacyfikował rabantów. Epizod ten wspominany w przekazach ustnych i notatkach parafialnych jeszcze
do niedawna funkcjonował w lokalnej tradycji jako przykład „rozbrojenia
rabantów bez jednego wystrzału”.
Tło lokalne
Wieś Krzywa była niewielką osadą rolniczą wchodzącą
w skład dóbr sędziszowskich, zamieszkałą wówczas przez kilka rodzin miedzy
innymi przez Orzechów, Basarów, Skoczków, Zawadzkich… Właścicielem tych rozległych
dóbr był francuski hrabia Adrien de
Mailly – Nesle. Zarządzał nimi „na
odległość” tylko poprzez dzierżawców bowiem nigdy nie odwiedził swoich
galicyjskich włości. Jego chłopi, pod
okiem surowych ekonomów, dwa lub trzy dni w tygodniu odrabiali pańszczyznę, a stosunki między nimi a dworami były napięte, jak wszędzie w Galicji. Plotkowano zawzięcie o rzekomej „akcji
szlachty przeciw chłopom” budząc strach podsycany skutecznie przez austriackich
urzędników. Opowiadano jak to „po
karczmach mówili, że panowie bunt
przeciw cesarzowi robią. Polskę chcą znowu stawiać. A jak Polskę postawią to
nam jeszcze gorszą pańszczyznę dadzą. I opornych w pień wytną”. Nastroje na
wsiach się radykalizowały. Wystarczyłaby iskra aby pożar powstania objął też
Krzywą. Tym bardziej, że w połowie lutego 1846 roku dotarły do niej wieści o
napadach chłopskich grup na dwory w
Siedliskach, Smarzowej i Odporyszowie.
Napięcie we wsi
W tej napiętej rewolucyjnie Krzywej zaczęły się nocne zbiórki chłopów.
Uzbrojeni w kosy, cepy i pałki, powtarzali słowa Jakuba Szeli, które krążyły po
całej okolicy: „Panowie chcą nas wyrzynać
— trzeba ich uprzedzić!” W tej sytuacji grupa z Krzywej połączyła się z
chłopami z pobliskich wsi, tworząc niewielki oddział rabantów, który ruszył w
stronę dworu. Jak wspominała moja babcia Maria z Orzechów Skarbkowa, której
dziadek brał udział w tych wydarzeniach dzierżawcą dóbr w Krzywej był wówczas niejaki Krzyżanowski — rozsądny człowiek
i dobry gospodarz. Znał dobrze
miejscowych chłopów i ich mentalność. Rozumiał też ich nieufność. Znał ich surowe, nawet brutalne
życie. Nie ulegał modnej już wtedy chłopomanii. Był realistą. Gdy zobaczył więc
zbliżającą się grupę uzbrojonych
rabantów, nie stawiał oporu, nie zamknął się w dworze, nie wezwał wojska, nie
szykował broni. Zrobił coś zupełnie innego.
Według przekazów ustnych i parafialnych zapisków wyszedł
do chłopów bez broni, zaprosił ich „na rozmowę”, kazał służbie rozdać kielichy i dzbany, a
potem otworzył beczkę gorzałki. Chłopi, zmęczeni nocnymi naradami oraz podnieceni
atmosferą buntu, rzucili się do picia.
Po godzinie większość z nich była pijana, część spała na ziemi, a inni śpiewali „Oj skończy się nam, skończy nasze mordowanie, kiedy wyzdychają i pan,
i podpanie” Krzyżanowski niezrażony słowami przyśpiewki miał powiedzieć do
swoich ludzi „Jak się napiją, to im
przejdzie cała rabacja.”
Gdy chłopi nie byli już zdolni do jakiejkolwiek akcji, służba dworska zabrała im kosy, widły siekiery i pałki. Miejscowych odprowadziła do domów, a reszta przespała się w stodole i stajni. Nie doszło do żadnego ataku na dwór i dzierżawcę , nikt nie został pobity, a obejście nie zostało splądrowane. To wyjątkowy przypadek w okolicy Sędziszowa, gdzie pełna determinacji i groźna gromada chłopów została zatrzymana wyłącznie sprytem i bez udziału austriackiego wojska. Gdy po kilku dniach do Krzywej dotarł austriacki patrol zastał wieś spokojną, a chłopi — jak zapisano w notatkach — „wstydzili się mówić, jak to było”. Kilku z nich przesłuchano, ale nie ukarano.
Historia Krzywej pokazuje, że rabacja nie wszędzie
miała charakter krwawy. Czasem wystarczył sprytny gospodarz, znajomość
psychologii chłopów i… beczka
gorzałki, aby uniknąć tragedii. W lokalnej, zapomnianej już tradycji
Sędziszowa i okolic Krzyżanowski zapisał się jako człowiek, który „rozbroił rabację kieliszkiem”
Dla Stowarzyszenia Historycznego ODROWĄŻ ta historia
jest szczególnie cenna. Pokazuje, że lokalne epizody są równie ważne jak
wielkie wydarzenia, bo tworzą pełny obraz przeszłości regionu. Opowieść o
Krzywej nie trafiła do podręczników
szkolnych, ale odkopana z zakurzonych archiwów i ulotnej ludzkiej pamięci jest nadal
żywa, barwna i prawdziwa — a przede wszystkim nasza, około sędziszowska.
Posiada unikatowy koloryt tutejszej ziemi, odkrywa echo dawnych sporów i odtwarza
rysunki twarzy ludzi, którzy budowali tożsamość tego miejsca. Daje współczesnym
mieszkańcom miasta poczucie głębokiego zakorzenienia we własnej, małej ojczyźnie.
Andrzej Antoni Skarbek
Stowarzyszenie Historyczne ODROWĄŻ
Październik 2026


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz