poniedziałek, 19 października 2026

 


            

Rabacja w Krzywej.

Jak dzierżawca Krzyżanowski w 1846 roku rozbroił chłopów gorzałką.

Rabacja galicyjska z lutego i marca1846 roku nazywana również rzezią galicyjską lub tarnowską to krwawe powstanie chłopskie o antyszlacheckim charakterze. Kojarzy się z krwawymi obrazami z okolic Tarnowa, Pilzna i Jasła. W pamięci zbiorowej utrwaliły się dramatyczne napady na dwory, śmierć dziedziców i płonące folwarki. Jednak fala chłopskiego buntu nie wszędzie przybierała postać przemocy. W okolicach Sędziszowa Małopolskiego znalazła się wieś, w której rabację zatrzymano… beczką gorzałki. Była to Krzywa. To właśnie tutaj dzierżawca folwarku niejaki … Krzyżanowski wykazał się inteligencja i sprytem i bez przemocy spacyfikował  rabantów. Epizod ten wspominany w  przekazach ustnych i notatkach parafialnych jeszcze do niedawna  funkcjonował  w lokalnej tradycji jako przykład „rozbrojenia rabantów bez jednego wystrzału”.

Tło lokalne

Wieś Krzywa była niewielką osadą rolniczą wchodzącą w skład dóbr sędziszowskich, zamieszkałą wówczas przez kilka rodzin miedzy innymi przez Orzechów, Basarów, Skoczków, Zawadzkich… Właścicielem tych rozległych dóbr  był francuski hrabia Adrien de Mailly – Nesle. Zarządzał nimi  „na odległość” tylko poprzez dzierżawców bowiem nigdy nie odwiedził swoich galicyjskich włości. Jego chłopi,  pod okiem surowych ekonomów, dwa lub trzy dni w tygodniu odrabiali pańszczyznę, a  stosunki między nimi a dworami były napięte,  jak wszędzie w Galicji. Plotkowano zawzięcie  o rzekomej „akcji szlachty przeciw chłopom” budząc strach  podsycany skutecznie przez austriackich urzędników. Opowiadano jak to „po karczmach  mówili, że panowie bunt przeciw cesarzowi robią. Polskę chcą znowu stawiać. A jak Polskę postawią to nam jeszcze gorszą pańszczyznę dadzą. I opornych w pień wytną”. Nastroje na wsiach się radykalizowały. Wystarczyłaby iskra aby pożar powstania objął też Krzywą. Tym bardziej, że w połowie lutego 1846 roku dotarły do niej wieści o napadach  chłopskich grup na dwory w Siedliskach, Smarzowej i Odporyszowie.

 Napięcie we wsi

W tej napiętej rewolucyjnie  Krzywej zaczęły się nocne zbiórki chłopów. Uzbrojeni w kosy, cepy i pałki, powtarzali słowa Jakuba Szeli, które krążyły po całej okolicy: „Panowie chcą nas wyrzynać — trzeba ich uprzedzić!” W tej sytuacji grupa z Krzywej połączyła się z chłopami z pobliskich wsi, tworząc niewielki oddział rabantów, który ruszył w stronę dworu. Jak wspominała moja babcia Maria z Orzechów Skarbkowa, której dziadek brał udział w tych wydarzeniach  dzierżawcą dóbr w Krzywej był wówczas  niejaki Krzyżanowski — rozsądny człowiek i dobry gospodarz. Znał  dobrze miejscowych chłopów i ich mentalność. Rozumiał też ich  nieufność. Znał ich surowe, nawet brutalne życie. Nie ulegał modnej już wtedy chłopomanii. Był realistą. Gdy zobaczył więc  zbliżającą się grupę uzbrojonych rabantów, nie stawiał oporu, nie zamknął się w dworze, nie wezwał wojska, nie szykował broni. Zrobił coś zupełnie innego.

                                                                   

                                                                        

Według przekazów ustnych i parafialnych zapisków wyszedł do chłopów bez broni, zaprosił ich „na rozmowę”,  kazał służbie rozdać kielichy i dzbany, a potem otworzył beczkę gorzałki. Chłopi, zmęczeni nocnymi naradami oraz podnieceni atmosferą buntu, rzucili się do picia. Po godzinie większość z nich była pijana, część spała na ziemi, a  inni śpiewali „Oj skończy się nam, skończy nasze mordowanie, kiedy wyzdychają i pan, i podpanie” Krzyżanowski niezrażony słowami przyśpiewki miał powiedzieć do swoich ludzi „Jak się napiją, to im przejdzie cała rabacja.”


                                                                                 

    Gdy chłopi nie byli już zdolni do jakiejkolwiek akcji, służba dworska zabrała im kosy, widły siekiery i pałki. Miejscowych  odprowadziła do domów, a reszta przespała się w stodole  i stajni. Nie doszło do żadnego ataku na dwór i dzierżawcę , nikt nie został pobity, a  obejście nie zostało splądrowane. To wyjątkowy  przypadek w okolicy Sędziszowa, gdzie pełna determinacji i groźna gromada chłopów została zatrzymana wyłącznie sprytem i  bez udziału austriackiego wojska. Gdy po kilku dniach do Krzywej dotarł austriacki patrol zastał wieś spokojną, a chłopi — jak zapisano w notatkach — „wstydzili się mówić, jak to było”. Kilku z nich przesłuchano, ale nie ukarano.

Historia Krzywej pokazuje, że rabacja nie wszędzie miała charakter krwawy. Czasem wystarczył sprytny gospodarz, znajomość psychologii chłopów i… beczka gorzałki, aby uniknąć tragedii. W lokalnej, zapomnianej już tradycji Sędziszowa i okolic Krzyżanowski zapisał się jako człowiek, który „rozbroił rabację kieliszkiem”

  Lokalna pamięć, lokalna mądrość

Dla Stowarzyszenia Historycznego ODROWĄŻ ta historia jest szczególnie cenna. Pokazuje, że lokalne epizody są równie ważne jak wielkie wydarzenia, bo tworzą pełny obraz przeszłości regionu. Opowieść o Krzywej  nie trafiła do podręczników szkolnych, ale odkopana z zakurzonych archiwów i ulotnej ludzkiej pamięci jest nadal żywa, barwna i prawdziwa — a przede wszystkim nasza, około sędziszowska. Posiada unikatowy koloryt tutejszej ziemi, odkrywa echo dawnych sporów i odtwarza rysunki twarzy ludzi, którzy budowali tożsamość tego miejsca. Daje współczesnym mieszkańcom miasta poczucie głębokiego zakorzenienia  we własnej, małej ojczyźnie.

                                                                                               

                                                                                                Andrzej Antoni Skarbek 

                                                                                               Stowarzyszenie Historyczne ODROWĄŻ  

                                                                                               Październik 2026

 

 


Brak komentarzy: