sobota, 4 lipca 2026

Początki sędziszowskiego kina

 Wspomnienia Stanisława Kaczorowskiego opublikowane w Biuletynie Sędziszowskim nr 8 z 2019 roku

Wspomnienia Stanisława Kaczorowskiego

 

Pierwsze projekcje filmowe w Sędziszowie Mlp.

Pierwszy film w Sędziszowie został  wyświetlony w klasztorze, w czasie frontu. Wchodziło się na podwórko klasztorne, w budynku z prawej strony była taka duża sala, w której bracia przygotowywali noclegi dla przyjezdnych. W czasie działań wojennych w piwnicach klasztornych schronił się, chyba prawie cały Sędziszow. Ja też tam bylem. Któregoś dnia przyjechały samochody z ,,Ruskimi': którzy ogłosili, że będzie wyświetlany film. Nie pamiętam tytułu, ale był to film o tematyce wojennej . Taki typowy dla żołnierzy na froncie, żeby ich podtrzymać na duchu. Wyświetlili go właśnie w tej dużej Sali. Pózniej w Sędziszowie powojennym pierwszy film wyświetlany był na Rynku od strony poczty. Ekran był na ścianie ratusza. Przyszedł chyba cały Sędziszow. Wyświetlany był wieczorem. To był film o odbudowie Warszawy.

Był też taki barak tuż przed wiaduktem kolejowym przy ulicy Kolbuszowskiej, gdzie filmy wyświetlało kino objazdowe.

Ja gdy chciałem obejrzeć film, to umawialiśmy się w kilku i szliśmy na piechotę do kina do Ropczyc, bo tam kino powstało wcześniej niż w Sędziszowie.

Jak zostałem kinooperatorem

 

Pod koniec lat pięćdziesiątych w Sędziszowie Młp. miał być otwarty dom kultury. Ja pracowałem wtedy w rzeźni w Dębicy, wcześniej pracowałem w ,,Filtrach''. Pomyślałem sobie, że zrezygnuję z tej rzeźni. Nigdy nie miałem do tego zamiłowania. Znałem tu kolegów, którzy udzielali się na samym początku działalności domu kultury, z Władkiem Witem tośmy nawet maturę razem zdawali, z Luckiem Kanią znaliśmy się po liniiplastycznej”.

Wtedy były inne czasy niż dzisiaj, życie płynęło wesoło - nie to co teraz, gdy ,,młodzi" dopuszczają się rozbojów i różnych niegodziwych wyczynów. My wieczory spędzaliśmy trochę inaczej. Więcej było placówek kulturalnych

klubów, kwitły kluby sportowe, mieliśmy tu nawet sekcję bokserską..

           Poszedłem na kurs do Rzeszowa. Był to kurs niższej kategorii na wąską taśmą. Kurs ukończyłem i zacząłem pracować w kinie. Żeby zrobić kurs kinooperatorski, trzeba było mieć szczęście i wkuwać, wkuwać i jeszcze raz wkuwać. Na II kategorię, byłem dwa razy we Wrocławiu po trzy miesiące, na szeroką taśmę; można było robić kurs po czterech latach praktyki. A ,,jedynkę," po ośmiu latach. Odsiew był taki, że z pięćdziesięciu osób, egzamin złożyło 15, może 20 osób - nie więcej. Reszta szła do poprawki. A teraz w ciągu tygodnia można zrobić ,,jedynkę,''.

Filmy wyświetlane były początkowo w holu, tam gdzie teraz organizowane wystawy, a potem szykowaliśmy tę dużą salę a zwłaszcza kabinę. Warunki mieliśmy trudne: tu leżały jeszcze jakieś pustaki, tam kupka gruzu - jak to po budowie.

           Kiedyś obowiązywały bardzo surowe przepisy bhp w kinach, a zwłaszcza w kabinach - ze względu na zagrożenie pożarowe, nie wolno było tam przebywać osobom postronnym. Nawet sprzątaczek nie wolno było wpuścić, więc musieliśmy sprzątać sami.

          W kinie pracowało nas dosyć dużo: był kierownik, dwie bileterki i nas trzech w kabinie. Zawsze jeden z nas jeździł w delegacje. Jeździliśmy po wioskach i wioseczkach, wozem konnym z aparaturą i w tych wioskach też graliśmy filmy. Pamiętam, że jak byłem w Kochanówce, to obsługiwaliśmy też m.in.:-Pustków, Zawadę, Bliznę.

W delegacji można było zarobić nawet drugie tyle, co zwykle, ale to była poniewierka..

 

Pierwszy film panoramiczny

Pierwszy film panoramiczny - to była sensacja w Sędziszowie - to był ,,Ogniomistrz Kaleń” czarno-biały z Wiesławem Gołasem w roli głównej.

Nie było ekranu, więc rury nosiliśmy na plecach od pana Pasternaka, żeby jakoś sklecić ekran i zacząć wyświetlać. Zrobiliśmy ramy ekranu, ale nie mieliśmy płótna. Kupiliśmy więc kilka prześcieradeł: i pani Chmielowa -uszyła nam ten ekran. Naciągnęliśmy go na te ramy i po południu można było wyświetlać, bo film był już zaafiszowany. Mieliśmy więc wszystko poza filmem. Filmy wówczas dowożone były koleją. Dzwonimy na stację - przychodzi pociąg i mamy ten film. Trzeba po niego pójść czy pojechać. Nie było aut, nie mieliśmy wózka, więc mówię, że ja pójdą. Młodym chłopakiem bylem wtedy, takim ,,z biglem”; więc myślę, że wezmę skrzynię z filmem na plecy i przyniosę,. Żeby sobie skrócić drogę poszedłem brzegiem rzeki, wyszedłem koło mostu obok zakładów (obecnie ulica Kroczki) i przez stary stadion udałem się na stację.

Kino należało do Wojewódzkiego Zarządu Kin w Rzeszowie, który zapewniał sprzęt i filmy. Mieścił się na ulicy 3-maja, nad kinem Zorza. Magazyny były na ulicy Rejtana.

To było duże przedsiębiorstwo, skupiało chyba z dwieście kin w całym województwie. Wtedy nawet i na wioskach były kina. Zarząd Kin dzierżawił od domu kultury salę, kabinę i kasę biletową.

Dyrektorem Wojewódzkiego Zarządu Kin w Rzeszowie był wówczas pan Sekułowicz - bardzo dobry człowiek. Lubił sobie wypić, więc przyjechał: do Sędziszowa i czekał: na ,,premierę”. W teczce miał butelkę wódki, dobrą kiełbasę swojską, chleb chyba od Roztoczyńskiego z Dębicy. Czekali tylko na mnie i na film. A ja wracając tą samą drogą wpadłem z tym filmem do rzeki. Urwał się brzeg pode mną, wpadłem do wody, a żeby nie zamoczyć filmu, bardziej ratowałem skrzynkę niż siebie. Oni już mnie wyglądali przez okienko w drzwiach. Dyrektor poprosił, żebym usiadł, coś przekąsił, ja mówię:

 

-                      Widzę że i coś ostrego jest panie dyrektorze.

-                      Co się pan martwi, niech pan siada.

Na rozruchu kina zawsze musiał być jakiś dobry fachowiec, z wysoką kategorią uprawnienia. Ja miałem ,,trójkę'' na taśmę wąską, a tu trzeba było mieć ,,jedynkę”; więc wzięliśmy pana Nycza z Iwonicza-Zdroju. On założył film na aparat i czekaliśmy. Ludzi było masa! Nie to co teraz. To był złoty wiek kina. Zabrakło biletów, ludzie prosili o miejsca stojące w przejściach. Dyrektor wyraził zgodę i sala była przeładowana. Zaczęliśmy grać. Ekran szeroki to była nowość, sensacja w Sędziszowie. Szczęśliwie ten film zgraliśmy, więc dyrektor ponalewał takie duże kielichy tej wódki i pijemy do siebie ,,na zdrowie" i za pomyślność kina.

To był dzień nader uroczysty. Popiliśmy trochę z tym dyrektorem, zaszumiało w głowach, potem odprowadzaliśmy go do pociągu, bo nikt po niego nie przyjechał. I taki był początekPonad 6 tysięcy filmów. Po Ogniomistrzu Kaleniu" musieliśmy wybrać kolejny film.

Był taki film, bodajże francuskiej produkcji pt. „Miałem siedem córek". Główną rolę grał Maurice Chevalier. On pięknie śpiewał i w tym filmie właśnie grał ojca siedmiu córek. Był to taki musical. Ten film był bardzo rozchwytywany. Inny film, polski, nosił tytuł „Zadzwońcie do mojej żony”, a trzeci to był film rosyjski, ale bardzo dobry, o Szeherezadzie. Musieliśmy wybrać z tych trzech filmów jeden. Wybraliśmy „Zadzwońcie do mojej żony", a jako drugi ten francuski, który był wyświetlany w innym kinie.

To były czasy takie, że ludzie byli bardzo ciekawi, jak wyglądają te aparaty, cisnęli się do kabiny, jak to się wyświetla - nas to trochę denerwowało, bo film trzeba było najpierw przyszykować, a to trwało czasem nawet i pół dnia, bo nam, jako początkującemu kinu dawano stare kopie, porwane, które trzeba było sklejać. Był to chyba wrzesień, albo październik, myśmy nie mieli wtedy jeszcze wentylacji, podczas świecenia lamp łukowych, używanych do projekcji wydzielały się tlenki azotu, związki fluorowe, inne trujące substancje. Trzeba było zbudować rury, przez które te opary mogłyby ulatywać, bo gdy graliśmy ,,Ogniomistrza Kalenia" tośmy się podtruli.

Był taki blacharz w Sędziszowie, pan Fryc. Mieszkał na rogu ul. Kolejowej i obecnej ul. Armii Krajowej. Poszedłem do niego, akurat nie było go w domu, bowiem pracował na dworku u Ptasznika. Znalazłem go tam, pozbieraliśmy narzędzia, kawałki blachy i poszliśmy robić te wyciągi. Zrobiliśmy te rury chyba 10 minut przed seansem. Zagraliśmy ten film polski, potem ten francuski i rosyjski... Następnych tytułów nie pamiętam, ale mam je wszystkie zapisane w książce. W sumie od początku zostało wyświetlonych ponad 6 tysięcy filmów fabularnych, nie licząc niedzielnych poranków, kronik, zwiastunów i innych.

Niedługo potem graliśmy „Krzyżaków". To był film w technikolorze. Nie było samochodów, jak teraz, tylko furmankami ludzie z wiosek przyjeżdżali. Tych koni i furmanek wokół budynku stało tyle, że nie można było przejść. A graliśmy codziennie, od rana do wieczora i to przez cały miesiąc. Dla nas, pracowników kina i w ogóle domu kultury, najtrudniejszym dniem zawsze była niedziela. Tłumy były takie, że drzwi z futrynami nieraz wywalali. Na pieniądze mieliśmy taką pałatkę wielkości dywanu, którą kładliśmy na podłodze, a potem braliśmy za rogi i związywali. Po seansach liczyliśmy tę furę pieniędzy.

Dużą popularnością cieszyły się tzw. filmy giganty, składające się z kilku serii, filmy historyczne, furorę robiły filmy kostiumowe. Wiele z tych filmów było produkcji francuskiej, więc mówiło się ,,Francja - elegancja" - to był powiew kultury z zachodu. A na przykład doktor Lichowski lubił włoskie filmy - prosił mnie nieraz;

- Panie Stasiu, jak będzie włoski film, przynieś mi pan bilet, bo ja nie mam czasu.

Więc zawsze mu ten bilet przynosiłem. W modzie były polskie komedie z Panem Anatolem no i westerny. Nigdy nie zapomnę filmu „W samo południe", bo był tak porwany, że kleiliśmy go cały dzień i całą noc.

Była taka dziewczyna z Borku bodajże, która pracowała w zakładach włókienniczych w Łodzi i która wyszła za mąż za bardzo dobrego kinooperatora Ciarkowskiego. On między innymi wyświetlał w szpitalu w Łodzi filmy specjalistyczne dla studentów medycyny. Wyświetlał na szklanym ekranie od tyłu. To był niesamowity fachowiec, tylko, że alkoholik. Z nim właśnie wyświetlaliśmy ten western „W samo południe". Było to latem. Przyszedł do nas kierownik kina, który nazywał się Stanisław Kuc. On był z wykształcenia chyba mechanikiem, ale że był partyjny, został kierownikiem kina. Przyszedł do nas, a ten Ciarkowski miał na stole butelkę wódki, więc kierownik od razu do sekretarza partii, a biuro partii mieściło się w domu kultury w pomieszczeniu, gdzie dziś jest sekretariat. Ciarkowski dostał naganę i bardzo się martwił. Mówił, że będzie zbierał podpisy na mieście, żeby go z pracy nie wyrzucili. Potem rzeczywiście te podpisy zbieraliśmy.

Na planowanie repertuaru kierownik kina jeździł zawsze do Rzeszowa. Centrala Wynajmu Filmów była na ulicy Rejtana. To był wtedy jedyny dystrybutor. Teraz jest mnóstwo dystrybutorów, niektórzy się nawet na taśmie nie znają. Film ma 5 rolek, więc piszą mi na przykład: film ma 5 aktów. A to nie jest tak. Akt to jest do 300 metrów taśmy. W pudle jest 600 metrów taśmy, więc 2 akty. Czyli cały film, składający się z 5 rolek to jest 10 aktów, a nie 5.

poniedziałek, 22 czerwca 2026

  


ŚWIAT, KTÓRY SPŁONĄŁ W SIELCU.
LOSY SĘDZIEGO TAŁASIEWICZA.


                Na sędziszowskim cmentarzu w rodzinnym grobowcu od 70 lat spoczywa dr praw  Zygmunt Artur Tałasiewicz. A wraz z nim jego najbliżsi  - żona Janina z Nowińskich, teściowa Zofia Nowińska z Mrowli  oraz córki Jadwiga i Julia, a także mąż Julii Tadeusz Gadomski. Za życia kobiety te dzieliły trudy i sukcesy jego niezwykłej, życiowej drogi. Od galicyjskich  miasteczek przez Pieniny, aż do ziemi sędziszowskiej. Teraz ich grób, symboliczne gniazdo utraconego Sielca,  zaświadcza o  wspólnocie losów tej niezwykłej rodziny.

                                                                   Zygmunt Artur Tałasiewicz.

             Grobowiec rodziny Nowińskich i Tałasiewiczów. Stan na czerwiec 2026 roku. Ze zbiorów autora.

     Tałasiewicz pochodził z wpływowej , szanowanej rodziny prawniczej o ugruntowanych tradycjach patriotycznych. Jego ojcem był urodzony w 1836 r w Czudcu Julian Tałasiewicz - znacząca postać  w dziejach galicyjskiego sądownictwa. Po studiach prawniczych we Lwowie, poprzez stanowisko sędziego w Ropczycach i funkcję Prezydenta Sądu Obwodowego w Wadowicach zwieńczył swoją zawodową drogę opublikowaniem w 1884 roku dwutomowego dzieła  „O postępowaniu w sprawach niespornych w zastosowaniu dla Galicyi”. Publikował również  poradniki dla galicyjskiego Towarzystwa Kółek Rolniczych angażując się z pasją w pracę społeczną na rzecz ludności wiejskiej, która po zniesieniu pańszczyzny z najwyższym  trudem przystosowywała się do samodzielności gospodarczej i znajdowała miejsce na  konkurencyjnym rynku usług i produktów rolniczych.  

Jego żoną i matką Zygmunta była urodzona w 1848 roku Eleonora z  Gołębiowskich Tałasiewiczowa. Pod koniec życia często gościła w majątku syna w Sielcu,  łącząc udanie pokolenia dawnej ziemiańskiej Galicji z II Rzeczpospolitą. Zygmunt Tałasiewicz nie przez przypadek urodził się w Ropczycach. Wydarzyło się to 10 września 1871 roku. Jego ojciec Julian sprawował tam obowiązki urzędnika sądowego, a  owym czasie miasto było prężnym galicyjskim ośrodkiem władzy powiatowej. 

Przyszły twórca pienińskiej turystyki i sędziszowskiej spółdzielczości dorastał w domu pełnym oprawionych w skórę prawniczych woluminów, a ich zapach mieszał się z ożywionymi dyskusjami o gospodarce Galicji i powinnościach inteligenta wobec narodu. To tam, w cieniu ropczyckiego sądu, rodził się etos pracy organicznej, któremu Zygmunt pozostał wierny do końca swoich dni.

 Ropczycki,  pięcioletni okres wczesnego dzieciństwa Zygmunta - ze względu na awanse zawodowe ojca – wkrótce  dobiegł końca. Tałasiewiczowie w roku 1876 przenieśli się do Bochni. Tam Julian Tałasiewicz objął stanowisko sędziego powiatowego.  Ale już po sześciu latach, bo w 1882 roku otrzymał  kolejny awans. Tym samym  jedenastoletni Zygmunt opuszcza swoich kolegów i szkolnych przyjaciół w Bochni i wraz z rodziną przenosi się w nowe miejsce - do Wadowic.  Po kilku latach rozpoczyna naukę w sławnym na całą Galicję, prestiżowym 8-letnim wadowickim gimnazjum. Egzamin dojrzałości  zdaje w 1890 roku. Ma wtedy 19 lat.   Jako wybitny uczeń i syn szanowanego wadowickiego sędziego, rusza na studia do Krakowa gdzie wybiera prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Wstępując na Wydział poznaje legendy polskiej teorii prawa. Słucha wykładów prof. Michała Bobrzyńskiego, późniejszego Namiestnika Galicji, a nauki prawa cywilnego pobiera od prof. Fryderyka Zolla (starszego), którego podręczniki były fundamentem ówczesnego porządku społecznego. Rygorystyczne egzaminy  z opanowania w języku niemieckim potężnych kodeksów austriackich zdaje bez trudu i po czterech latach studiów kończy edukację z tytułem doktora obojga praw.  Z takim tytułem uzyskuje pełne prawo do szybkiego awansu w hierarchii sądowniczej Cesarstwa oraz do członkostwa w galicyjskiej elicie intelektualnej. Z impetem wchodzi w dorosłe życie zawodowe, rozpoczynając praktykę w sądach okręgu krakowskiego.

Równocześnie poznaje swoją przyszłą żonę Janinę Nowińską, pannę z zamożnego ziemiańskiego domu,  córkę Bronisława i Zofii  Nowińskich, kolejnych po Preku właścicieli tabularnego majątku i klasycystycznego dworku w Sielcu k. Sędziszowa. Dwór wybudowano w 1842 roku dla głuchoniemego kronikarza galicyjskich, szlacheckich obyczajów i zarazem akwarelisty Franciszka Ksawerego Preka. Jego monumentalny pamiętnik pt. „Czasy i Ludzie” został wydany po raz drugi w 1959 roku, a zadbany grób zdobi do dzisiaj sędziszowską nekropolię. Niestety,  dwór  braci Preków   Ksawerego i Tadeusza - przejęty przez Abrahama Glaichera, a następnie w  latach 80-tych XIX wieku kupiony przez  Bronisława i Zofię Nowińskich, nie przetrwał w swej pierwotnej substancji do czasów obecnych. Spalony w 1940 roku przez niemieckiego okupanta, a potem w 1945 roku przejęty na Skarb Państwa w ramach postanowień dekretu o reformie rolnej przestał być ich domem. Jednak staraniem miejscowych, powojennych władz dwór został odbudowany w historycznym założeniu. Do niedawna mieściła się w jego wnętrzach szkoła podstawowa. Obecnie nieczynna,  niszczejąc  czeka na  kontynuację swoich podworskich dziejów. 


            

           

           

             U góry dwór Franciszka Ksawerego  PREKA, później Nowińskich i Tałasiewiczów.
 Ze zbiorów pana Andrzeja Sochackiego
Poniżej - nieczynna obecnie szkoła podstawowa.
 Ze zbiorów autora

                                                                  



Grób Franciszka Ksawerego PREKA kronikarza akwarelisty,  pierwszego właściciela dóbr tabularnych i dworu 
w  Sielcu, zmarłego w 1863 roku. Ze zbiorów autora.


    Tymczasem Janina Nowińska  i Zygmunt Tałasiewicz pobrali  się w 1902 roku w zabytkowej bazylice Zwiastowania NMP o.o. Bernardynów w Leżajsku. Ojciec panny młodej Bronisław Nowiński, rodowity leżajszczanin, był notariuszem i wieloletnim burmistrzem miasta. Nic dziwnego, że jego imieniem nazwano aleję prowadzącą do klasztoru. A po uroczystości zaślubin i mszy świętej wybrzmiał marsz Mendelssohna wykonany na najcenniejszym i najwspanialszym zabytku sztuki organmistrzowskiej jakim są siedemnastowieczne organy  leżajskiej bazyliki. Nowiński był też nauczycielem i przedsiębiorcą - utworzył szkołę i fabryczkę wikliniarską. Był też, wraz z żoną Zofią z Dolińskich, współwłaścicielem dóbr tabularnych w Sielcu.

Małżeństwo 18-letniej panny młodej ze starszym o 12 lat wykształconym doktorem praw było klasycznym dla ówczesnych sfer wyższych połączeniem kapitału ziemskiego z prestiżowym zawodem prawniczym. Po ślubie życie małżonków toczyło się wokół kariery zawodowej  Zygmunta - wpierw sędziego, potem adwokata i działacza spółdzielczego. Pracy sędziowskiej poświęcił 29 lat życia. Rozpoczął ją od stanowiska auskultanta sądowego w Nowym Sączu i Tarnowie, adiunkta w Krośnie i Podgórzu, skąd 25.01.1906 roku ruszył do Krościenka n. Dunajcem, gdzie  objął posadę c.k. naczelnika sądu. Zamieszkał tam wraz z żoną i dwiema córkami - najstarszą Zofią ur. w 1903 r  i  Jadwigą ur. w 1905 r. Trzecia córka Julia urodzona w 1909 roku przyszła na świat już  w Strzyżowie. Szybko wrósł w miejscową inteligencję i stał się duszą towarzystwa. Tałasiewiczowie, wraz notariuszem dr. Władysławem Zajączkowskim, aptekarzem Józefem Walterem, z rodziną Dziewolskich - właścicielami dóbr w Krościenku i  posiadaczami Czorsztyna - oraz  ks. Kanonikiem Antonim Łętkowskim tworzyli  zgraną grupę skorą do rautów,  kuligów i zabaw.

Mimo rozrywkowej atmosfery panującej wśród elity Krościenka,  Tałasiewicz  z natury prędki do pracy, stał się od razu członkiem miejscowego Oddziału Towarzystwa Tatrzańskiego, które do tej pory pozostawało jakby w letargu. Jego dynamizm i nietuzinkowe przymioty intelektu zostały zauważone, bo 4 czerwca 1904 roku został jednogłośnie wybrany na członka  Zarządu Oddziału. Wkrótce na Nadzwyczajnym Walnym Zgromadzeniu Członków z jego inicjatywy dokonano swoistej rewolucji - zmieniono bowiem nazwę z „Towarzystwa Tatrzańskiego” na „Towarzystwo Pienińskie” oraz przyjęto do realizacji szesnaście śmiałych wniosków organizacyjnych jego autorstwa. Dotyczyły trwałego oznakowania szlaków turystycznych prowadzących na odwiedzane w Pieninach szczyty i miejsca, budowy skromnych schronisk na turystycznych szlakach, ustanowienia formalnych Biur Obsługi Turystów w Czorsztynie, Krościenku i Szczawnicy, powołania straży górskiej i wiele innych. Równocześnie wprowadzono niewielkie opłaty za nabywane Karty Turysty Pienińskiego oraz innych form zdobywania środków na finansowanie działalności Towarzystwa. Turystyczny, błogi spokój jaki Tałasiewicz zastał w Krościenku został zburzony. Pieniny zaczęły być odwiedzane, a wytyczone przez niego szlaki i niektóre miejsca wytchnienia są czynne do dzisiaj.  Niespełna dwa lata trwała działalność Tałasiewicza w Pieninach. Okres ten zapisał się w historii Pienin, głównie  jako era narodzin szlaków turystycznych i profesjonalnych ułatwień wędrowania po nich.

                                                    


„Trzy Korony” - widowiskowy szczyt w Pieninach Środkowych. Z wierzchołka widać przełom Dunajca,                                                       Tatry, Gorce i Beskid Sadecki. Wysokość 982 m n.p.m.  Ze zbiorów autora

 

Władza sądownicza Galicji w uznaniu profesjonalizmu  Zygmunta Tałasiewicza w 1907 roku przeniosła go do Strzyżowa na prestiżowe stanowisko sędziego prowadzącego oraz radcy Sądu Krajowego. Sąd w Strzyżowie był jednostką o dużo szerszych kompetencjach niż  sąd w Krościenku. Zastąpił na tym stanowisku wybitnego sędziego dr. Karola Bysławskiego – Mullera. Zamieszkał w jednej z reprezentacyjnych kamienic w rejonie strzyżowskiego rynku przy ul. Słowackiego. Tam koncentrowało się życie elity urzędniczej i prawnicza miasta. W Strzyżowie w roku 1909 małżeństwu Tałasiewiczów urodziła się trzecia córka Julia. W 20-leciu międzywojennym ukończyła studia rolnicze i wyszła za mąż za Tadeusza Gadomskiego - inżyniera górnika.

Tałasiewicz jako szef Sądu sprowadził do Strzyżowa grupę młodych, doskonale wykształconych sędziów z tytułami doktorskimi. Byli to absolwenci Wydziału Prawa z UJ i Wydziału Prawa Uniwersytetu Lwowskiego. Pozwoliło mu to na zbudowanie prężnego, o wysokich kwalifikacjach, lokalnego środowiska prawniczego. Poza pracą w sądzie pomagał rolnikom i rzemieślnikom tworzyć spółdzielnie, pisał dla nich statuty i organizował wraz z nimi wspólne przedsięwzięcia, takie  jak zakupy maszyn rolniczych czy nawozów. Był też założycielem Składnicy Kółek Rolniczych oraz organizował też ze spółdzielcami wspólne rynki zbytu płodów rolnych. Wspierał radą i opieką prawną kasy zapomogowo-pożyczkowe, które dawały ubogim mieszkańcom dostęp do tanich kredytów. Jego działalność w spółdzielczości była ściśle związana z pracą sędziowską. Wspierał i otaczał opieka prawną budowę nowej siedziby Towarzystwa Gimnastycznego  „Sokół” w Strzyżowie. Gmach ten wzniesiony w 1910 roku, stał się centrum życia kulturalnego i towarzyskiego strzyżowskiej inteligencji. Stoi do dzisiaj i jako dom kultury służy nadal mieszkańcom miasta.

Jak stanowi oficjalny rejestr osób wyróżnionych, dostępny na stronie Miasta i Gminy Strzyżów,  dr Zygmunt Tałasiewicz otrzymał w 1912 roku tytuł Honorowego Obywatela Gminy i Miasta. Wyróżnienie przyznane przez ówczesną Radę Miejską jako dowód uznania za wybitną działalność zawodową na stanowisku sędziego i prezesa Sądu Powiatowego, a także za ogromny  wkład w rozwój ruchu spółdzielczego w powiecie i całej  Galicji było ukoronowaniem jego autentycznych osiągnięć.

 W roku 1914 wybuchła I wojna światowa. Po przegranej przez Austro-Węgry bitwie pod Komarowem i utracie Lwowa front rosyjski błyskawicznie zaczął zbliżać się do linii Wisłoka. C.K. Ministerstwo Sprawiedliwości wydało odgórny nakaz ewakuacji sądów z aktami, personelem i ich rodzinami. Ewakuacja rozpoczęła się w pierwszych dniach  września 1914 roku. Strzyżowski Sąd z dr Tałasiewiczem i jego rodziną został transportem konnym ewakuowany aż do Linzu w górnej Austrii. Niespokojny, żądny działania przymusowy imigrant organizował dla przebywających tak wielu polskich rodzin przeróżne imprezy np. wycieczkę do barokowego klasztoru Sankt Florian w Linzu - do grobu Katarzyny Habsburżanki III żony polskiego króla Zygmunta Augusta, albo patriotyczne wieczornice przy muzyce fortepianowej w sali redutowej Linzu. 

Po przełamaniu frontu w bitwie pod Gorlicami w maju 1915 roku kiedy to wojska austriacko – niemieckie wyparły Rosjan z Galicji, władze nakazały reinstalację urzędów.  Prezes Zygmunt Tałasiewicz otrzymał rozkaz powrotu do Strzyżowa by wznowić orzekanie i przywrócić poczucie stabilizacji  prawnej wśród ludności. Przyjechał sam pozostawiając w bezpiecznym Linzu żonę Janinę z córkami: Zofią, Jadwigą i małą  Julią. Wróciły do Strzyżowa dopiero wtedy kiedy warunki bytowe i sanitarne  unormowały się na tyle,  by można było bezpiecznie przygotowywać się do przeprowadzki do Rzeszowa.

Bo dr Zygmunt Artur Tałasiewicz znowu awansuje. W 1916 roku obejmuje  stanowisko wiceprezesa rzeszowskiego Sądu Okręgowego. Ówczesny Sąd miał siedzibę - tak jak dzisiaj - w zamku Lubomirskich. Administracja galicyjska zapewniła wiceprezesowi Sądu i jego rodzinie obszerne mieszkanie przy ul Zamkowej 6, skąd do Zamku było parę kroków. Równocześnie  mieszkanie to  stało się ważnym punktem spotkań rzeszowskiej elity intelektualnej, prawniczej oraz działaczy narodowych. W roku 1920 dr.  Tałasiewicz aktywnie angażował się w prace Powiatowego Komitetu Obrony Państwa. Wspólnie z ks. Michałem Tokarskim organizował i koordynował zbiórki pieniężne, werbował ochotników do polskiego wojska oraz  koordynował kierunki propagandy niepodległościowej. W roku 1922 roku jako prominentny działacz Stronnictwa kandydował w wyborach do Sejmu RP. Jednak później jako wiceprezes sądu okręgowego i czynny sędzia nie mógł angażować się w politykę. Wydaje się, że był tylko  politycznym zapleczem, doradcą i autorytetem moralnym swojego pierwszego  zięcia, męża najstarszej córki Zofii  dr adw. Stanisława Partyki, formalnego lidera struktur Stronnictwa Narodowego w Rzeszowie. Zaś jego żona, Janina nie ograniczała się do zarządzania wiejskim majątkiem w Sielcu, lecz skutecznie i z oddaniem angażowała się w ruchy patriotyczne. Przewodniczyła między innymi strukturom Ligi Morskiej i Kolonialnej w Rzeszowie.

Przez całe dwudziestolecie międzywojenne dr. Tałasiewicz był  jednym z najważniejszych sędziów w Rzeszowie i regionie rzeszowskim, pełniąc funkcję wiceprezesa  Sądu Okręgowego. Na początku lat 30 XX wieku, osiągnął stosowny wiek emerytalny, by przejść w stan spoczynku.  Jednak kończąc pracę wybitnego państwowca, nie zrezygnował z aktywności zawodowej prawnika i  jako   doktor praw i emerytowany sędzia wysokiej rangi w roku 1932  został wpisany, bez aplikacji, na listę adwokatów. Rozpoczął współpracę z wziętą kancelaria adwokacką  swojego zięcia  dr Stanisława Partyki. Prawdopodobnie to ten wpis  z 1932 roku i zaangażowanie się w działalność polityczną prowadzoną aktywnie przez Kancelarię na rzecz „ radykalnej endecji” w ramach Stronnictwa Narodowego było przyczyną skreślenia go z listy adwokatów w 1951 roku.

Jednak współpraca z Kancelarią dr. Partyki - nota bene uwięzionego przez  Niemców i zgładzonego w obozie KL Auschwitz w 1940 roku - nie wyczerpywała w całości aktywności adw. dr  Zygmunta Tałasiewicza. Podobnie jak w Strzyżowie założył w Rzeszowie i został jej dyrektorem Składnicę Kółek Rolniczych. Działał także w Radzie Miasta i Komitetach dyskontowych Polskiej Krajowej Kasy Pożyczkowej. Swoistym ewenementem i potwierdzeniem jego szerokiego spektrum aktywności zawodowej był udział w Stowarzyszeniu Dozoru Kotłów w Warszawie z ramienia okręgu lwowskiego.

Działał również na rzecz  „małej ojczyzny” to jest  środowiska i okolic Sielca i Sędziszowa Małopolskiego. Jego fascynacja spółdzielczością, którą tam  zaszczepił dała o sobie znać mimo tego że od 1916 roku mieszkał w Rzeszowie przy ul Zamkowej 6 . Tutaj jego córki  Zofia, Jadwiga i Julia uczęszczały do rzeszowskich szkół, najprawdopodobniej ukończyły Prywatne Gimnazjum Żeńskie (dzisiaj III Liceum im. Cypriana  Kamila Norwida przy ul. Szopena). Tutaj wkraczały w dorosłość. Mieszkanie to służyło córkom jako baza miejska i edukacyjna. W okresach letnich i wakacyjnych cała rodzina przenosiła się do dworu w Sielcu łącząc życie rzeszowskiej inteligencji z obowiązkami ziemiańskimi. Czekała tam na nich Zofia Nowińska, matka Janiny, żony Zygmunta Tałasiewicza.

Jak możemy sobie wyobrazić, letnie popołudnia w Sielcu biegły niespiesznie. Na załączonych fotografiach – jak widać - rodzina Tałasiewiczów pod rozłożystą, wiekową lipą znajduje chłód i wytchnienie od wielkomiejskiego zgiełku Rzeszowa.  A wśród zapachów lata śmiech ich córek, brzęczenie pszczół i chłodne powiewy wiatru od strony pobliskich pól  tworzyły sielską  bezpieczną oazę – oazę, w której czas jak gdyby się zatrzymywał, nie zwiastując nadchodzących dziejowych burz.                                                                                                                            



Załączone fotografie pochodzą ze zbiorów pana Andrzeja Sochackiego


  

               Jednak jego potencjał twórczy, niespokojna osobowość i inwencja nie pozwalała adwokatowi i politykowi na sielski wypoczynek. Już 26 października 1925 roku w Sędziszowie Małopolskim z jego inicjatywy odbyło się zebranie założycielskie spółki mleczarskiej pod firmą Spółdzielnia Mleczarska sp. z o.o. Zebraniu oczywiście przewodniczył doktor praw Zygmunt Artur Tałasiewicz. Okoliczni właściciele ziemscy, przedsiębiorcy i znaczący rolnicy powołali na nim nowy podmiot gospodarczy, tak potrzebny miastu i okolicznym hodowcom bydła mlecznego.


 

 Protokół zebrania założycielskiego spółki z o.o. z dnia 26.X.1925 roku działającej pod firmą Spółdzielnia Mleczarska w Sędziszowie Małopolskim. Przewodniczył dr praw Zygmunt Artur Tałasiewicz, widoczny w centrum fotografii poniżej.





Na zebraniu uchwalono statut spółki mleczarskiej, wpłacono na kapitał kwotę 1050 złotych polskich oraz wyłoniono Przewodniczącego Rady Nadzorczej. Został nim inicjator przedsięwzięcia Zygmunt Artur Tałasiewicz. W skład Rady weszli ponadto: ziemianin z Iwierzyc Ludwik Starowieyski, administrator dóbr hr. Tarnowskich z Góry Ropczyckiej, Szczęsny Sandoz, ich leśniczy Karol Mugler, sędziszowianin Florian Daniel i inni. Wg ostatniego, przedwojennego wyciągu z Rejestru Spółdzielni z dnia 12 lutego 1937 roku, spółka została wpisana przez Sąd Okręgowy w Tarnowie (Wydział II Handlowy) do rejestru Spółdzielni pod numerem 139 w dniu 19 kwietnia 1926 roku jako Spółdzielnia Mleczarska w Sędziszowie Małopolskim. W ten zręczny sposób spółka jako osoba prawna, wraz z pozostałymi osobami fizycznymi utworzyła Spółdzielnię. Udział każdego członka wynosił 100 zł i mógł być wpłacony w 12 ratach. To rozwiązanie prawne skłaniało nawet drobnych hodowców bydła do przystępowania do Spółdzielni i realizowania opłacalnych dostaw mleka do mleczarni. Tym samym powiększała się baza surowcowa zakładu. Pod czujnym okiem szefa Rady Nadzorczej spółdzielnia rozpoczęła inwestowanie. W 1937 roku oddano do użytku obszerny i nowoczesny zakład produkcyjny przy ul. Polnej w Sędziszowie. Dzieło dr. Tałasiewicza przetrwało dokładnie 100 lat. Jako  spółdzielnia z nowoczesnym zakładem wytwórczym, na każdym etapie działalności zapewniała miejsca pracy i zdecydowanie aktywizowała hodowlę bydła mlecznego.   Dopiero w roku 2025 rozpoczął się formalny proces likwidacji tej firmy, niezwykle zasłużonej dla  Sędziszowa i rolniczych okolic miasta.

 

A tymczasem, po spaleniu przez niemieckiego okupanta głównego budynku dworu, rodzina Tałasiewiczów czas okupacji przemieszkała w przystosowanych do tego i ocalałych ze zniszczeń oficynach dworskich. Zmęczony życiem ponad 70 letni działacz społeczny, sędzia i adwokat jak mógł - nierzadko  z narażeniem życia - wspomagał radą potrzebujących. Niestety jego wizja świata załamywała się  zwłaszcza w zderzeniu z  nadciągającą ze wschodu Armią Czerwoną. Bowiem wyznawana przez niego idea Dmowskiego o politycznym, a nie egzystencjalnym wrogu, jakim miała być bolszewicka Rosja z upływem czasu traciła wiarygodność. Do ostatecznej konfrontacji doszło już w 1945 roku kiedy nowe,  komunistyczne władze brutalnie wysiedliły Tałasiewiczów. Rodzinie wyrzuconej z resztek założenia  dworskiego i wyrugowanej z majątku  udzielili schronienia Ojcowie Kapucyni z Sędziszowa w swoim klasztorze, oddajac do ich dyspozycji 5 klasztornych cel. 

 Trudne, pełne goryczy doświadczenia dotknęły dra Tałasiewicza  również w pracy zawodowej. Decyzją Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej z 17 lipca 1951 odebrano mu kancelarię adwokacką,   a  już 10 października 1951 roku Wojewódzka  Komisja Weryfikacyjna skreśliła go z listy adwokatów. Jednak po odwołaniu się do Wyższej Komisji Weryfikacyjnej  17 czerwca 1952 roku wpis ten został przywrócony. Było to jedynie zwycięstwo honorowe,  bowiem emerytowany sędzia, wzięty adwokat, niezmordowany działacz społeczny  i niezwykle uczciwy państwowiec liczył sobie już 80 lat życia. Jego nadwątlone zdrowie pogorszyło się po śmierci ukochanej żony Janiny, która zmarła  5 grudnia 1951 roku w Rzeszowie.  Jej odejście zapoczątkowało budowę rodzinnego grobowca na cmentarzu w Sędziszowie  Małopolskim nieopodal utraconego gniazda rodzinnego w Sielcu.

 Grobowiec budowano wspólnymi siłami członków rodziny, mimo tego,  że najstarsza córka Zofia po mężu Partyka w obawie przed represjami i inwigilacją polityczną  schroniła się w Chorzowie. Towarzyszyła jej najmłodsza siostra Julia, przedwojenny inżynier rolnik. Wcześniej wyszła za mąż za Tadeusza Gadomskiego inżyniera górnika. Exodus wielu byłych ziemian na Śląsk zwiększał ich poczucie bezpieczeństwa i pozwalał włączyć się czynnie w odbudowę krajowej gospodarki.  Wydaje się, że w pełni dotyczyło to Julii i Tadeusza Gadomskich, specjalistów cennych dla krajowej gospodarki w przypadku których ich przedwojenne „burżuazyjne”  pochodzenie schodziło na dalszy plan.  

Natomiast w Rzeszowie w skromnych warunkach dożywał swoich lat dr Tałasiewicz. Wraz z nim mieszkała leciwa  Zofia Nowińska,  jego teściowa. Na co dzień opiekowała się nimi Jadwiga, średnia córka Tałasiewiczów, przedwojenna harcerka i nauczycielka rzeszowskich szkół.  Nigdy nie wyszła za mąż, z poświęceniem oddając się pracy pedagoga. Jednak opieka nad schorowanym ojcem i babcią była dla niej zbyt wielkim ciężarem. Stąd też pod koniec 1955 roku dr. Tałasiewicz  wyjechał do Chorzowa, do najstarszej córki Zofii Partyki, gdzie zmarł 29 lutego 1956 roku. Kilka dni później, bo 10 marca 1956 roku odeszła w Rzeszowie  w wieku 93 lat teściowa - matka jego żony Janiny, Zofia Nowińska. Oboje zostali pochowani w rodzinnym grobowcu na cmentarzu parafialnym w Sędziszowie Małopolskim.

Obydwa  pogrzeby celebrował ks. dziekan Jan Granicki proboszcz Parafii Narodzenia NMP. Był to jeden z ostatnich symbolicznych aktów posługi tego wybitnego kapłana, który sam zmarł w tym samym roku. Przy jego boku licznie asystowali ojcowie Kapucyni z sędziszowskiego klasztoru. W ten sposób zamknął się fizyczny i symboliczny rozdział historii dawnej sielecko-sędziszowskiej elity.

 Dr Tałasiewicz został odznaczony odznaka honorową „Stanęli w potrzebie” wydanej przez Sekcję I Komitetu Obrony Państwa w Krakowie, Krzyżem Walecznych na Polu Chwały - jednym z najważniejszych polskich odznaczeń wojskowych ustanowionych w sierpniu 1920 roku  oraz Medalem Pamiątkowym za Wojnę 1918-1921 z napisem „Polska swemu Obrońcy”. Wszystkie trzy wyróżnienia i odznaczenia wiążą się bezpośrednio z jego wybitną postawę patriotyczną i zaangażowaniem w obronę kraju podczas wojny polsko – bolszewickiej.  Fakt  posiadania  tych odznaczeń mógł mieć znaczenie kilkadziesiąt lat później gdy władze komunistyczne bezprawnie skreśliły go z listy adwokatów jak „wroga klasowego”.  Wykazanie się tymi patriotycznymi zasługami pozwoliło na skuteczne odwołanie się do Warszawy i honorowe przywrócenie sędziego Taąłasiewicza  do adwokackiej palestry.   Jego historia to porywający , choć dramatyczny zapis losów polskiej inteligencji i ziemiaństwa, rzuconych w wir bezwzględnej historii XX  wieku. Prawnik   z krakowskim wykształceniem, „dusza ożywcza Pienin”, Honorowy Obywatel Strzyżowa i twórca sędziszowskiej spółdzielczości całe swoje życie podporządkował literze prawa i służbie dla społeczeństwa. Uosabiał etos II Rzeczypospolitej.   Historia  obeszła się z nim i jego rodziną bezwzględnie,  a niniejsza opowieść   zrekonstruowana z detali to przejmujące świadectwo niezłomności  i walki o godność do ostatniego tchnienia.  

                                                                             Opracował: Andrzej Skarbek - Stowarzyszenie                                                                                                                                    Historyczne „ODROWĄŻ”


Wspomnienie opracowano w oparciu o zdigitalizowane zasoby:  Archiwum Państwowego w Rzeszowie - (1) Akta personalne sędziów. (2) Akta Okręgowej Rady Adwokackiej w Rzeszowie . (3) Archiwum Narodowe w Krakowie (4)  C.K. Sąd Wyższy Krajowy w Krakowie – raporty z ewakuacji sądów. (5) Archiwum Wyższej Rady Adwokackiej w Warszawie – akta odwoławcze dr. Zygmunta Tałasiewicza. (6) Szematyzmy Królestwa Galicji i Lodomerii. (7) Kroniki Klasztoru o.o. Kapucynów w Sędziszowie Małopolskim. (8) Broszurę - Pieniński epizod Z. Tałasiewicza – autor Ryszard Remiszewski 1989 r. (9) Relacje członków Stowarzyszenia oraz o kwerendę i wiedzę autora opracowania.

.

wtorek, 3 marca 2026

 

 

STOWARZYSZENIE HISTORYCZNE ODROWĄŻ ODNOTOWAŁO KOLEJNY SUKCES! UROCZYSTA SESJA RADY MIASTA – wyróżnienia dla   kandydatów wytypowanych przez Stowarzyszenie!

 

W ostatnią sobotę  lutego  br. nasze Stowarzyszenie wykonało kolejny, znaczący krok w odkrywaniu swojej tożsamości historycznej. Po wydaniu w zeszłym roku  „Magazynu Historycznego Ludzie i Wydarzenia SĘDZISZÓW MAŁOPOLSKI”, teraz - z inicjatywy i starań członków Stowarzyszenia  w tym głównie pana Kazimierza Hoedla i pani Marii Strzępki -  na uroczystości z okazji 543 Rocznicy Nadania Praw Miejskich dla Sędziszowa zostały uroczyście wręczone m.in. pośmiertne wyróżnienia „Zasłużony dla Ziemi Sędziszowskiej”. Wyróżnienia te przyznano Uchwałą Rady Miasta i Gminy Sędziszów Małopolski ludziom, którzy dawno odeszli, ale ich wkład w zbiór wartości jaki wnieśli do społecznej struktury miasta zasługiwał na przypomnienie i uhonorowanie.  Wpierw pamięć o nich przywołano laudacją o  dokonaniach pani Marii Satkowskiej, animatorki - przez kilka dziesięcioleci - życia kulturalnego w mieście.  Następnie   wspominano szeroko   małżeństwo Olgi i Mikołaja Kosiaków nauczycieli – patriotów, organizatorów w Sędziszowie - podczas okupacji niemieckiej - tajnego nauczania.

 

 

Prezentacja dokonań pani Marii Satkowskiej - animatorki kultury i aktorki - amatorki, zwanej                   "sędziszowską" Ćwiklińską

 Okolicznościowe, ozdobne certyfikaty wraz z pamiątkową, odlaną z mosiądzu statuetką wręczał pan Burmistrz Bogusław Kmieć, a odbierali je pan Jerzy Skarbek –  cioteczny wnuk pani Marii Satkowskiej, a także wnukowie państwa Kosiaków – Agnieszka i Jacek Strzelczykowie.

 Trzecim wyróżnionym został pan Piotr Przydział urodzony w Sędziszowie mistrz kolarstwa szosowego, olimpijczyk, który z nieskrywanym wzruszeniem odebrał  je osobiście.

 
Piotr Przydział, mistrz kolarstwa szosowego, członek drużyny narodowej na Letnich Igrzyskach Olimpijskich w Sydney  2000 roku.

Z reporterskiego obowiązku należy odnotować, że Rada Miasta uhonorowała bł. ks. Romana Sitko tytułem Honorowy Obywatel Miasta Sędziszów Małopolski – urodzonego w Kamionce, w okresie międzywojennym rektora Seminarium Duchownego w Tarnowie zamęczonego przez niemieckiego okupanta w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu i wyniesionego na ołtarze przez polskiego papieża św. Jana Pawła II.

 

 

Insygnia tytułu „Honorowy Obywatel Miasta Sędziszów Małopolski” w imieniu bł. ks. Romana Sitko odbiera ks. Proboszcz Parafii,  do której należała sędziszowska Kamionka.

 

     Uroczysta Sesję Rady Miejskiej uświetnił występ Krystyny Giżowskiej ikony polskiej piosenki, która na estradzie występuje ponad  40 lat. Jej kariera rozkwitła w latach 80 ubiegłego wieku. Artystka wykonała swoje największe przeboje  „Przeżyłam z Tobą tyle lat”, „Złote obrączki i inne. Zgromadzona  na sali publiczność śpiewała je razem  z nią bawiąc się znakomicie. Uroczystą sesję zakończył bankiet w Sali Lustrzanej  sędziszowskiego Domu Kultury.


 

Sesję zakończył bankiet w Sali Lustrzanej  sędziszowskiego Domu Kultury.

                                                                                                                                                                                                                                                          Andrzej Skarbek

 

 

 

 

 

 


niedziela, 1 marca 2026

  





           28 lutego społeczność Sędziszowa Małopolskiego obchodziła 543 rocznicę nadania praw miejskich. Uroczystości rozpoczęły się od złożenia wiązanek kwiatów pod Pomnikiem 100-lecia Niepodległości na rynku. Kwiaty złożyły delegacje Miasta Sędziszów Małopolski oraz miasta partnerskiego Sędziszów z województwa świętokrzyskiego.

Następnie w sędziszowskiej farze odprawiona została uroczysta msza święta w intencji mieszkańców miasta.

Kolejnym punktem obchodów była uroczysta sesja Rady Miejskiej w Domu Kultury. Wzięli w niej udział zaproszeni goście oraz delegacje miast partnerskich..

Decyzją radnych, podjętą podczas sesji 12 lutego, Honorowym Obywatelem Miasta został ks. Roman Sitko.

Przyznano także wyróżnienia „Zasłużony dla Ziemi Sędziszowskiej”. Otrzymali je: Piotr Przydział, Maria Satkowska oraz Olga i Mikołaj Kosiakowie.

W części artystycznej wystąpiła legenda polskiej sceny muzycznej - Krystyna Giżowska.

Ze szczególną satysfakcją przyjęliśmy decyzję Kapituły Odznaczeń i Wyróżnień oraz Rady Miejskiej, dotyczących pani Marii Satkowskiej i małżeństwa Olgi i Mikołaja Kosiaków, które to kandydatury wnioskowane i rekomendowane były przez Stowarzyszenie Historyczne „ODROWĄŻ".

wyróżnienie odbierają 2 wnuczki i prawnuczka p. Kosiaków


 



 






Wyróżnienie odbiera cioteczny wnuk p. Satkowskiej